Jego zespół sezon zasadniczy skończył na czwartym miejscu. W 30 kolejkach ani razu nie przegrał 0:3. Ale w dwóch półfinałowych pojedynkach z kędzierzyńską ZAKS-ą drużyna ze Śląska nie "ugrała" seta.

 

Podopieczni Lebedewa nie mają zbyt dużo odpoczynku przed pierwszym wtorkowym starciem z Resovią. Po środowym półfinale w Kędzierzynie–Koźlu dostali dzień wolnego.

 

- ZAKS-a okazała się od nas w tym sezonie lepsza. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak walka o trzecie miejsce. Wiem, że są święta, ale my w piątek wznawiamy treningi i chcemy zdobyć brązowy medal. Jesteśmy blisko i nie sądzę, aby ktoś w drużynie uznawał, że czwarte miejsce to już wystarczający sukces – stwierdził australijski szkoleniowiec.

 

Jastrzębski Węgiel w sezonie zasadniczym dwa razy ograł rzeszowian 3:1.

 

- Faktycznie, bilans jest korzystny. Przy tym dobrze się czujemy w rzeszowskiej hali. Uważam, że od strony fizycznej wyglądamy dobrze. W zespole nie ma żadnych kontuzji – ocenił Lebedew.

 

Pierwszy mecz o brąz zostanie rozegrany w Jastrzębiu-Zdroju, rewanż w Rzeszowie.

 

W Jastrzębiu jeszcze przed startem play off ruszyła budowa zespołu na kolejny sezon. Kontrakty przedłużyli środkowy Grzegorz Kosok, niemiecki rozgrywający Lukas Kampa, kubański przyjmujący Salvador Hidalgo Oliva i atakujący Maciej Muzaj. Lebedew też zostaje na Śląsku, tyle, że będzie równolegle selekcjonerem reprezentacji swojego kraju.

 

Poprzedni sezon był w klubie trudny z racji problemów finansowych. Drużyna miała grać w Pucharze CEV, jednak została wycofana z rywalizacji. Zmiany w kadrze były spowodowane ograniczeniem wsparcia przez głównego sponsora - Jastrzębską Spółkę Węglową. Klub przeszedł finansową "kurację odchudzającą" i skończył rozgrywki na siódmym miejscu.

 

- Zapewne przed sezonem niewielu stawiało na to, że znajdziemy się w czwórce. To niewątpliwie osiągniecie, ale jeśli jest się tak blisko medalu, chce się go oczywiście wywalczyć. I tak wola walki była i jest w drużynie – dodał prezes Jastrzębskiego Węgla, Adam Gorol.

 

Dodał, że nie ma żadnych pretensji do trenerów i zawodników po przegranych półfinałach.

 

- ZAKSA w całym sezonie pokazała siłę, a w półfinałach potwierdziła wyższość. My nie zaprezentowalismy w tych dwóch spotkania pełni możliwości. Być może presja była zbyt duża. Mam nadzieję, że to, co najgorsze już za nami. Trzeba zawodnikom pozwolić spokojnie przygotować się do spotkań z Resovią. Medal jest naszym marzeniem. Byłby ukoronowaniem całosezonowej pracy i nagrodą dla kibiców, którzy tak licznie przychodzą na nasze mecze – podsumował prezes.