Sporty walki

Walka Stevenson - Fonfara oficjalnie...

3 czerwca  pięściarze spotkają się w hali Bell Centre w Montrealu – tej samej, gdzie 24 maja 2014 stoczyli pierwszą, porywającą walkę o pas mistrza wagi półciężkiej.

 

Rozmawiamy od dekady, ale tego pytania jakoś nigdy nie zadałem. Lubisz boks?

Andrzej Fonfara: Lubię, ale nie jestem na punkcie sportu, który uprawiam, wariatem. Lubię oglądać walki, choć nie jest to tak, że oglądam co leci. Wiem, że są tacy, którzy nie lubią, ale ja nie wyobrażam sobie, by można coś tak wymagającego jak pięściarstwo traktować tylko jako  pracę. Musisz lubić poświęcenie, musisz lubić wychodzić na ring i się bić z drugim człowiekiem. Nie ma bardziej czystej rywalizacji kto jest lepszy.  

Jesteś zaskoczony faktem, że szybko po sensacyjnej przegranej z pięściarzem, którego nazwisko tak naprawdę kibice poznali dzięki Tobie, ponownie masz szansę walki o tytuł mistrza świata?

Przegrana zdarzyła się, wiadomo... ale nie wziąłem się z Księżyca. Po świetnej walce ze Stevensonem, były wygrane walki, był nokaut na Chavezie Jr, była wygrana z obecnym mistrzem świata Nathanem Cleverlym. Było też KO na Chadzie Dawsonie, gdzie cała presja była na mnie. Co chcę powiedzieć – oprócz wpadki z Joe, nie schodziłem z wysokiego poziomu. Smith jr też mi trochę pomógł bo znokautował starego nie starego, ale zawsze trudnego do walczenia, legendarnego Bernarda Hopkinsa.

Podsumowując – nie byłeś oceniany przez pryzmat jednej walki, ale całokształt ponad dwóch lat. Warto być aktywnym.

 

Ludzie, którzy prowadzą moją karierę widzą nie tylko jedną walkę. Wiedzą, że daję z siebie wszystko do końca. Na pewno ważne jest też to, jakim jestem człowiekiem, jak się wypowiadam, jak się ze mną pracuje poza ringiem. To miało znaczenie.

Kiedy Ty miałeś trochę czasu na odpoczynek z rodziną, brat Marek pracował nad tym, co dalej. Obaj chcieliście walki z Cleverlym. To była walka do zrobienia?

Były rozmowy, bo pierwsza walka była historyczna, strasznie dużo się działo, on ma teraz pas, ale wszystko utknęło na pieniądzach. Nie miałem problemu jechać do Anglii, ale później sprawa jakoś umarła, odpuściliśmy. Co ciekawe, wróciła niedawno, ale już były rozmowy o Adonisie Stevensonie. Propozycja walki z Adonisem była ciekawsza nie tylko finansowo, ale i sportowo bo chodzi przecież o najcenniejszy, zielony pas WBC. Ten najlepszy.

Miałem ostatnio rozmowę z kibicem, który powiedział, że przegrasz nie dlatego, że jesteś gorszy czy styl Stevensona  nie pasuje, ale dlatego, że jesteś zbyt pewny siebie. Odparłem, że wątpię, żebyś po Smithcie był zbyt pewny siebie. Komentarz?

 

I tak, i nie. Zawsze jestem i będę pewny siebie, bo bez tego nie ma co wychodzić na ring. Smitha Jr też nie zlekceważyłem - trenowałem jak na mistrza świata. Może zlekceważyłem w tej jednej wymianie, byłem zbyt nonszalancki, choć wiedziałem, że Joe ma czym uderzyć. W półciężkiej jest szybkość i siła. Nie będę przecież lekceważył Stevensona, bo dobrze pamiętam jak przegrałem z nim jednogłośnie na punkty. Jest mistrzem świata. Pracujemy z trenerem Virgilem Hunterem nad tym, co już zaczęliśmy  przed Chadem. Mamy patent, a jeśli się tego nie da wygrać ładnie, to będzie walka cios za cios, będą wymiany. Wiadomo, że nie odpuszczę.

Zaraz po walce z Dawsonem w Nowym Jorku, miałem okazję porozmawiać z trenerem Hunterem. Mówił, że jesteście na dobrej drodze, ale końcowego produktu Andrzej Fonfara, wersja Virgil Hunter, jeszcze nie ma. Trzy miesiące później będzie?   

Zobaczymy na ringu w Montrealu... Idealny czas na taką walkę, nie tylko dlatego, że miałem już jedne przygotowania na mańkuta, też na pięściarza bardzo technicznego, na Dawsona - teraz trzeba to tylko powtórzyć. Na sali treningowej czuję się lepiej niż kiedy zaczynaliśmy. Widać to w każdym elemencie tego, co robimy podczas przygotowań  w Kalifornii – to nie tylko moja opinia.

 

Podczas sparingów Ty możesz się przydać Andre Wardowi na Siergieja Kowaliowa. Ward Tobie na leworęcznego Stevensona niekoniecznie.

No właśnie – niekoniecznie. Zobaczymy jak ustali to trener Hunter. Może parę rund Andre dam, pomogę.

Z czym kojarzy Ci się data 24 maja 2014 roku?

Walka ze Stevensonem, Montreal.

Też, ale mnie także z tym, że w dniu Twojej walki szukałem baru, gdzie mogę zobaczyć Twoją druga  miłość -  piłkarski finał Ligi Mistrzów. Nie do uwierzenia, ale znowu walczysz o tytuł WBC ze Stevensonem, znowu w Montrealu i... znowu w dniu finału Ligi Mistrzów.

Niesamowite, pamiętam, oglądałem w pokoju. Historia kołem się toczy. I znowu, jak wszystko się dobrze ułoży, przejedzie mnie dopingować Artur Boruc. Będzie tylko jedna, ale ze za to wielka różnica. Tym razem zostanę mistrzem świata.