"Wojownicy", którzy muszą sobie radzić bez mającego problem z plecami trenera Steve'a Kerra, minionej nocy szybko przejęli inicjatywę. Po 124 sekundach prowadzili 12:0, a w połowie pierwszej kwarty 28:5. Goście nie zwalniali tempa i w trzeciej części gry wygrywali różnicą nawet 33 punktów.

- Wyszli na parkiet skupieni, pełni energii. Po prostu pokazali nam co to znaczy być drużyną z mistrzowskimi aspiracjami. My byliśmy zbyt wolni i nawet nie potrafiliśmy zbliżyć się do takiego poziomu - komplementował rywali trener Trail Blazers Terry Stotts.

Najlepszy w szeregach Warriors był Stephen Curry. Zdobył 37 pkt, trafiając m.in. siedem z 11 rzutów "za trzy". Cała jego drużyna imponowała w tym elemencie. Goście zza łuku mieli lepszą skuteczność niż kiedy rzucali bliżej kosza - 58,6 proc. wobec 50,9.

- Jesteśmy pewni swoich umiejętności i obranej drogi - podkreślił Curry.

Wśród pokonanych na wyróżnienie zasługuje Damian Lillard - 34 pkt.

Drużyna z Oakland musi teraz czekać na rozstrzygnięcie w parze Los Angeles Clippers - Utah Jazz. Na razie jest w niej remis 2-2.

Na prowadzenie 3-2 wyszła ekipa Toronto Raptors, która gra z Milwaukee Bucks. Kanadyjski zespół wygrał u siebie 118:93, pokazując zespołową grę. Sześciu zawodników gospodarzy zdobyło co najmniej 10 punktów, a najwięcej - 25 - Norman Powell. Dla pokonanych 30 uzyskał Grek Giannis Antetokounmpo.

Remis 2-2 jest natomiast w rywalizacji Washington Wizards Marcina Gortata z Atlanta Hawks. "Czarodzieje" ponownie przegrali na wyjeździe, tym razem 101:111. Polski środkowy zdobył tylko dwa punkty, ale miał 18 zbiórek.