Przed każdym spotkaniem barażowym działacze klubu z Częstochowy składali pisma do zarządu PLPS, domagając się walkowerów. Władze ligi jednak nie przychyliły się do tych wniosków.

 

- Byłem zwolennikiem opcji, by w przypadku poinformowania nas tak późno o konieczności rozgrywania barażów, w ogóle do nich nie przystępować. To, że jednak tak postąpiliśmy, przysporzyło nam więcej kłopotów niż gdybyśmy postawili się PlusLidze i zaprotestowali wyraźniej. Albo byśmy zostali wyrzuceni bez walki, albo ktoś poszedłby po rozum do głowy i pomyślał, że może jednak ta Częstochowa nie powinna być tak źle potraktowana? Teraz, już po meczach, jest po sprawie. Zawiercie było od nas wyraźnie lepsze, więc nie mamy argumentów - powiedział dyrektor sportowy AZS Częstochowa, Ryszard Bosek na łamach "Przeglądu Sportowego".

 

- Wiele spraw pozaboiskowych zdecydowało, że nasza gra tak posypała się w dwa tygodnie. Powiem wprost – nie mamy nic do Zawiercia, że wygrało. Mamy do PlusLigi, której jesteśmy udziałowcem. Uważamy, że nie wszystko wydarzyło się zgodnie z regulaminem – dodał.

 

Częstochowianie zarzucili zarządowi PLPS złamanie zasad w kwestii dopuszczenia do meczów barażowych hali w Zawierciu, która nie posiada regulaminowych 1500 miejsc oraz, że Aluron Virtu Warta nie złożył odpowiednich dokumentów wyrażających chęć gry przystąpienia do rozgrywek PlusLigi w sezonie 2017/2018 w wymaganym terminie do 31 grudnia 2016 roku.

 

Klubowi z Częstochowy pozostaje już tylko droga sądowa. Mogą skierować sprawę do sądu polubownego, a także złożyć osobne odwołanie od decyzji rady nadzorczej. Ostateczne decyzje o tym, kto w sezonie 2017/2018 wystąpi na plusligowych parkietach zapadną do 30 czerwca.