Inne

Nowy program Karoliny Szostak. W każdy wtorek...

Poznałyśmy się 4 lata temu, bardzo typowo- przez Internet. Karolina była wtedy panią z telewizora, która na chwilę postanowiła zostać motylem i potańczyć z gwiazdami. Ja w tym czasie w nowych butach szłam do nowej pracy w Internecie i pierwszym moim zleceniem był wywiad z tańczącą Szostak. Od razu między nami zaiskrzyło. Choć różniło nas wszystko, poza tym, że obie nie pijemy mleka.

Pewna siebie, zawsze w dobrym humorze i super butach Szostak stała się moją koleżanką. Dzwoniłam do niej zawsze, kiedy w następnych moich nowych pracach, dostawałam kolejne zlecenia o niej. A było ich coraz więcej, bo po „Tańcu z Gwiazdami” Karolina zaczęła się najpierw dobrze „klikać”, a potem świetnie sprzedawać gazety. Zresztą o tym też jej mówiłam.

 



I tak z każdym  kolejnym wywiadem nasza przyjaźń rosła w siłę. Ja już wiedziałam, że Karolinie nie można przerywać, mówić szybko, co ma się do powiedzenia i nie żartować z jej włosów. W zamian Szostak oddawała  mi  swoje ostatnie jabłko, odbierała telefon o 4 nad ranem i załatwiła kolejkę u fryzjera gwiazd. Tak - z Szostak zdecydowanie można konie kraść. Tylko co potem z nimi robić?

My miałyśmy inne plany. Postanowiłyśmy wykorzystać naszą przyjaźń. Bo skoro ja znam Szostak od kuchni, a ona już w przedpokoju, widzi, kiedy stało się u mnie coś fajnego, to trzeba coś z tego barszczu ugotować. Pierwszym daniem była nasza wspólna książka o spektakularnej metamorfozie mojej przyjaciółki. Karolina schudła 30 kg i  z moimi pięcioma w biodrach też postanowiła się rozprawić. Udało się, po książce, chude jak nigdy,  ruszyłyśmy w tournee po Polsce. Od morza po góry spotykałyśmy się z kobietami, by promować nasze dzieło.

Drugie danie, to nie był nasz pomysł, ugotował się przez przypadek i  w bardzo polowych warunkach i tak o to obie zaczęłyśmy prowadzić warsztaty motywacyjne i  zachęcać kobiety do własnych spektakularnych metamorfoz. Bo skoro nam się udało, to musi to być łatwa sprawa. Jak nakręcone godzinami mówiłyśmy o plusach i minusach przestawienia się na zdrowy tryb  życia. Z każdego takiego spotkania przynajmniej 1/3 kobiet postanowiła  przejść na naszą stronę, i jeszcze jakby tego było mało słyszałyśmy, że niezłe z nas petardy. Dla mnie to komplement, choć Karolina śmieje się, że nawet z kapiszona bym się ucieszyła.

Pomysł na własnego bloga i program w Polsatsport.pl powstał także z nienacka. Można śmiało powiedzieć, że w najlepszym momencie wystawił królicze uszy z trawy i pomachał nam marchewką. A, że na naszym poście marchewek je się mnóstwo, i obie jeszcze nie miałyśmy okazji w ciemno powiedzieć TAK, więc „tak” usłyszał Polsat. Od teraz razem robimy zakupy, razem gotujemy zdrowe dania i razem zaczynamy odkrywać uroki różnych sportów.

 

Kto wie, dokąd ta wędrówka nas doprowadzi i kto jeszcze zajrzy do naszej kuchni? A może będziemy gotowały dla całej drużyny piłkarskiej?  Jedno jest pewne w naszym programie i na naszym blogu „Po zdrowie” zobaczysz Karolinę Szostak - bez obróbki. Taka właśnie jest moja przyjaciółka, kiedy gasną światła i w swojej kuchni, chce mi ugotować coś zdrowego. I wiecie co, wierzę, że wkrótce nawet  gotować się nauczy. A co ze mną? Ja nawet z kapiszona się ucieszę….

Premiera pierwszego odcinka programu „Po zdrowie z Martą i Karoliną” już we wtorek na Polsatsport.pl.