Wozniacki to była liderka światowego rankingu, która nie wygrała jeszcze żadnej imprezy wielkoszlemowej. Kuzniecowa z kolei nigdy nie była numerem jeden na liście WTA, ale ma w dorobku tytuły wywalczone w turniejach tej rangi, w tym ten z 2009 roku, wywalczony właśnie w Paryżu. Rosjanka, która w poprzedniej rundzie zaliczyła ponadtrzygodzinny pojedynek z Chinką Shuai Zhang, w niedzielę musiała uznać wyższość przeciwniczki.

"To było z pewnością cenne zwycięstwo. Swietłana gra naprawdę dobrze na kortach ziemnych. Bardzo dobrze weszłam w ten mecz. Moja taktyka przynosiła efekt i starałam się zmuszać ją do biegania, przeplatając skróty z uderzeniami w głąb kortu. Wiedziałam, że nie będzie łatwo i że Rosjanka będzie walczyć. Robiła to skutecznie w drugiej partii, ale na szczęście trzecia padła moim łupem" - relacjonowała szczęśliwa Dunka.

W niedzielę powtórzyła swój najlepszy wynik we French Open. W ostatnich latach nie miała dobrych wspomnień związanych z tym turniejem. W latach 2013-15 przegrywała w pierwszej lub drugiej rundzie, a ubiegłoroczną edycję opuściła z powodu kontuzji kostki.

Jej kolejną rywalką będzie 19-letnia Jelena Ostapenko, która wyeliminowała w 1/8 finału rozstawioną z "23" Australijkę Samanthę Stosur 2:6, 6:2, 6:4. Druga z zawodniczek to finalistka paryskiej imprezy z 2010 roku. Ostapenko jest pierwszą w liczonej od 1968 roku Open Erze Łotyszką, która dotarła do ćwierćfinału na kortach im. Rolanda Garrosa. Zajmująca 47. miejsce w rankingu WTA nastolatka wcześniej w Wielkim Szlemie mogła pochwalić się co najwyżej dotarciem do trzeciej rundy (Australian Open 2017).

W niedzielę przełożony z soboty mecz trzeciej rundy rozegrała rozstawiona z "dwójką" Karolina Pliskova. Trzecia w światowym rankingu Czeszka pokonała Niemkę Carinę Witthoeft 7:5, 6:1. Jeśli dotrze w Paryżu do finału, to zepchnie Niemkę polskiego pochodzenia Angelique Kerber z fotela liderki listy WTA.