Inne

Kolejny odcinek programu Karoliny Szostak "Po...

Każdy chce być fit i każdy wylewa z siebie, ile się da, żeby ten efekt jak najszybciej osiągnąć. Czy to możliwe, że piąty w Europie pod względem otyłości kraj zakasał rękawy i wziął się za spalanie siebie? Oby, choć wiem oczywiście, że teraz sezon dobry jest nie tylko na truskawki, ale także na brzuszki, skłony, podskoki i marszobieg. Sama to robię, w każdej wolnej chwili zakładam adidasy na nogi i biegnę przed siebie, choć jeszcze dwa lata temu, nie wiedziałam nawet, czy mam buty do biegania.

 

 

Nie wiedziałam też, że razem z Karoliną będę pisała drugą książkę i prowadziła program o zdrowiu. A proszę, to się dzieje, jak to, że cała Polska pości, coraz więcej z nas biega, pływa, ściga się, i nie wytykając palcami, znam nawet takich, którym za chwilę pyknie dziesiąty maraton. O proszę! Piękna sprawa, bo bez endorfin żyć się nie da. Mówi to już coraz więcej z nas, choć naukowcy uderzają w bęben i krzyczą, że polskie dzieci są grube, a i nam ludowi starszemu i pracującemu boczki spod pasa nieelegancko wystają. Też to widzę i patrzę z zazdrością na Japończyków, wśród których tylko 3,3 procent obywateli waży więcej niż piórko. Ale wiem też, że nawet słodki grubasek - wybacz Karola, może w rok schudnąć 30 kg, diametralnie poprawić sobie wyniki badań i jeszcze zacząć romansować ze sportem.

 

Karolina Szostak jest dla mnie przykładem statystycznego Polaka, który zrozumiał, że to nie jest kraj dla grubych ludzi. I nie chodzi o to, że co czwarty plus size psuje nam statystyki, i że Niemcy - których zawsze uważałam za "duży" naród są szczuplejsi od nas, tylko o to, jak szczęśliwym Polak może być, kiedy schudnie swoją pierwszą dychę i przebiegnie bez zadyszki pierwsze trzy kilometry. Sprawdziłam to wszystko na Szostakównie i niech mówią, że ona dzieli Polskę jak polityka, na tych co oklaskują i opłakują jej spektakularną metamorfozę, ja wciąż nie mogę uwierzyć, że udało jej się tak zmienić. Że kobieta, która od zawsze się odchudzała, nie uprawiała prawie żadnego sportu i nie miała charakteru ze stali, zawzięła się, schudła i wydeptała ścieżkę wszystkim paniom i panom, którzy mają już dość żartów o grubasach i żarcia dla grubasów. I kompletnie nie ma to znaczenia jaką dietą będziemy te kilogramy zbijać, postem dr Dąbrowskiej, dietą śródziemnomorską, niełączenia, czy stopniowym zmniejszaniem porcji żywieniowych, liczy się to, co czeka na nas na końcu - czyli zdrowy, odchudzony, uśmiechnięty Kowalski, który z dumy może nawet nosem samoloty strącać.