Na boisku lepsi okazali się piłkarze gości - Flamengo, którzy po golu Evertona z 64. minuty wygrali 1:0, czym wywołali wściekłość fanów gospodarzy. Po ostatnim gwizdku kibole wszczęli rozróbę na trybunach, odpalając między innymi liczne materiały pirotechniczne, w tym fajerwerki. Piłkarze obu zespołów musieli uciekać do szatni, a krewkich i zawiedzionych pseudokibiców próbowała uspokoić policja.

Stróże prawa użyli gazów łzawiącego i pieprzowego, granatów hukowych by poradzić sobie z kibolami, ale udało im się tylko przegonić ich z terenu stadionu. Dalsze zamieszki toczyły się już w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu i to właśnie tam doszło do śmiertelnego postrzelenia jednego z fanów. Trzy inne osoby, w tym dwie także z ranami postrzałowymi, także trafiły do szpitala, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Policja prowadzi dochodzenie w sprawie całego zajścia. Natomiast klub Vasco da Gama stara się odcinać od zamieszek i śmiertelnego postrzelenia. - To co się wydarzyło tutaj, to nie jest Vasco. Proszę jednak o wybaczenie w imieniu całego klubu. To co się stało nie ma żadnego logicznego uzasadnienia - powiedział prezydent klubu z Rio de Janeiro Eurico Miranda.