Pomieszanie zawodników udanym eksperymentem w polskiej siatkówce plażowej?

Siatkówka
Pomieszanie zawodników udanym eksperymentem w polskiej siatkówce plażowej?
fot. PAP

Niemal we wszystkich czołowych polskich parach siatkarzy plażowych doszło przed sezonem do zmian personalnych i starszych zawodników połączono z młodszymi. Taki model chwalą sobie zarówno ci występujący w roli nauczycieli, jak i wcielający się w uczniów.

Pomysł "pomieszania" zawodników rozważał już Martin Olejnak, który przez kilka lat prowadził czołowe męskie duety z Polski. Słowak zakończył współpracę z biało-czerwonymi w ubiegłym roku, ale propozycję wcielił w życie jego następca Grzegorz Klimek.

 

"To inwestycja w młodych zawodników, która się opłaci. Tak naprawdę chodzi o to, by później mieć dwie najlepsze pary, które nie tylko się zakwalifikują na igrzyska, ale będą w nich walczyć o medal. Dlatego stosuje się taki manewr. Nie wiem, co się będzie działo z Polakami, ale pary w obecnym zestawieniu powinny się zachować w najbliższych latach. Decyzję podejmie oczywiście sztab szkoleniowy" - zaznaczył Olejnak.

 

Jak dodał, taki schemat nieraz stosują mający wiele dobrych duetów Brazylijczycy.

 

"W mistrzostwach świata w 2013 roku Ricardo Santos grał z Alvaro Filho. Ten drugi był wówczas tym młodym. Starszy kolega cały czas mu coś mówił, a ten spokojnie słuchał. Nawet dziennikarze wówczas pytali Alvaro, czy mu to już nie przeszkadza. Na co ten odparł, że nie, bo się uczy. Teraz gra on z młodszym od siebie Saymonem i przejął rolę mentora" - zwrócił uwagę.

 

Jedynym męskim krajowym duetem, który zachował skład z ostatnich lat są Piotr Kantor (MKS Dąbrowa Górnicza) i Bartosz Łosiak (Jastrzębie Borynia). Przez wiele lat najlepszą i najbardziej doświadczoną polską parą byli Mariusz Prudel (TS Volley Rybnik) i Grzegorz Fijałek (UKS SMS Łódź). Wywalczyli razem m.in. dwa brązowe medale mistrzostw Europy. Pierwszy z nich od tego roku występuje z Kacprem Kujawiakiem (RCS Czarni Radom), a drugi z Michałem Brylem (RCS Czarni Radom).

 

"Jak nam się współpracuje? Nie chcę zapeszyć, ale jest bardzo dobrze. Wiadomo, jesteśmy nowym duetem i nie ma co oczekiwać fajerwerków w pierwszym roku, ale i tak zrobiliśmy olbrzymi postęp w porównaniu z tym, co było, gdy spotkaliśmy się w grudniu na zgrupowaniu w Olsztynie" - ocenił 30-letni Fijałek.

 

Zapewnił, że nie czuje większej odpowiedzialności, która miałaby spoczywać na nim jako na bardziej doświadczonym w tym duecie.

 

"Bardziej martwię się tym, że Michał może się zestresować bardziej ode mnie i muszę go hamować. Wiadomo, chce się pokazać, ma niespełna 23 lata i gra w World Tourze jest dla niego wciąż dużym przeżyciem, ale jak na tak młody wiek to jest już i tak doświadczonym zawodnikiem" - podsumował.

 

Bryl zapewnił, że boiskowy partner od samego początku pomaga mu w każdej sytuacji i nie wywiera na nim presji.

 

"Nie stresuje mnie, nie naciska zbyt mocno. Uczy mnie w ważnych chwilach. Na razie to po prostu spokojna praca i cierpliwość" - podkreślił.

Fijałek zapewnia, że częściej chwali młodszego kolegę niż kieruje w jego stronę krytyczne uwagi.

 

"Znam osoby, które trzeba ganić, ale Michał jest jedną z tych, które potrzebują kilka dobrych słów" - zastrzegł.

 

O tym, że na efekty zmian trzeba nieraz poczekać zwrócił uwagę też 31-letni Prudel, który jest osiem lat starszy od Kujawiaka.

 

"To nie działa tak od razu, trzeba czasu. Można mieć najlepszego nauczyciela, ale czasu się nie przeskoczy. Czy prędzej chwalę niż upominam? Jak to nauczyciel - czasem tak, a czasem tak. Najważniejsze, żeby przynosiło to efekt" - argumentował.

 

Na to, że różnica wieku wychodzi na dobre obu stronom zwrócili uwagę 28-letni Jakub Szałankiewicz (Stakolo Staszów) i 24-letni Maciej Rudol (MKS Zryw-Volley Iława), którzy również w tym roku połączyli siły. Już w drugim wspólnym starcie w zawodach WT stanęli na podium - zajęli trzecie miejsce w Xiamen.

 

"Zmiana rzeczywiście była potrzebna. Maciek wprowadził trochę świeżości do mojego siatkarskiego życia" - zaznaczył Szałankiewicz.

 

Zgodnie stwierdzili, że wciąż się docierają, a coraz lepiej rozpoznają momenty, w których kolegę trzeba "pogłaskać" i te, w których należy go zmotywować do gry za pomocą ostrzejszych słów. Zawodnik Stakolo Staszów przyznał żartobliwie, że czasem korzysta z przywileju bycia starszym.

 

"Cieszę się, że Maciek słucha się w pokoju i mogę wybrać większe łóżko. Zawsze wchodzę pierwszy" - wyznał.

 

Klimek zaznaczył, że dominacja starszych nad młodszymi w poszczególnych duetach bywa pozornym wrażeniem.

 

"Na pierwszy rzut oka tak się wydaje, ale są momenty, że ci młodsi wiele wnoszą i myślę, że tych momentów będzie coraz więcej. Liczę, że w przyszłości to się jeszcze bardziej wyrówna. Nasi młodsi gracze zbierali wcześniej doświadczenie w WT i teraz niektórzy mieli lepszą sytuację pod względem zgromadzonych punktów niż starsi. A kto jest najlepszym nauczycielem? To będziemy mogli ocenić po sezonie" - zaznaczył z uśmiechem szkoleniowiec.

 

Olejnak przy takim samym pytaniu wskazał na Fijałka.

 

"Broniący lepiej widzi co się dzieje na boisku i wie, jak zareagować. Grzesiek jest w tych sprawach bardzo mocny. Dobrze potrafił prowadzić nawet wcześniej Mariusza, który jest od niego starszy" - podsumował.

 

Wiele lat duet tworzyły też Kinga Kołosińska (AZS UMCS TPS Lublin) z Moniką Brzostek (AZS UMCS TPS Lublin) i tu w planie nie było zmiany. Druga z siatkarek jednak ze względu na ciążę musiała zawiesić karierę. Zastąpiła ją 22-letnia Jagoda Gruszczyńska (UKS SMS Łódź), która wcześniej sporadycznie miała okazję do występów w zawodach cyklu.

 

"Wtedy grała bez presji, a teraz czuje, że musi dobrze się spisywać i być coraz lepsza, wygrywać mecze. Powtarzam jej, by się odprężyła i nie wymagała od siebie za dużo. Wiele rozmawiamy o tym, by myślała tylko o tym, co jest teraz, a nie wybiegała zbyt daleko myślami" - powiedział trener Polek Serb Srdjan Veckov.

 

Gruszczyńska zapewniła, że ma duże oparcie w bardziej doświadczonej i starszej o pięć lat koleżance z boiska.

 

"Kinga dłużej gra na takim poziomie. Mam w niej duże wsparcie pod względem taktycznym i technicznym. Podpowiada mi, co zrobić w danym momencie, dzięki temu czuję się odciążona i jest mi dużo łatwiej grać. Jak trzeba krzyknąć, bo już widać, że nic we mnie nie ma na tym boisku, to krzyknie" - zaznaczyła z uśmiechem.

 

Kołosińska od razu jednak dodała, że taka forma mobilizacji działa w obie strony. Stwierdziła, że sezon mija jej bardzo szybko.

 

"Ledwo się zaczął, a już się kończy. To najkrótszy sezon, jaki rozgrywałam. Zostały nam trzy, cztery turnieje. To nie jest dla nas dobre, bo jesteśmy z Jagodą nowym duetem i chciałybyśmy grać jak najwięcej. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie tych szans i turniejów więcej" - podkreśliła.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze