Inne

Lekkoatletyczne MŚ: Bednarek nie wystąpi w...

„Jakoś nie mogłem wykończyć, leciałem w poprzeczkę. Końcówki nie wbiegałem, głupi błąd, zamiast nogami to ja głową do poprzeczki. Trzy szybkie i do domu. Szkoda tej trzeciej próby na 2,29, bo mało brakowało” – skomentował.

 

By znaleźć się w finale należało skoczyć 2,29 przynajmniej w drugim podejściu i nie mieć wcześniej więcej niż dwóch zrzutek. Bednarek, dla którego wysokość ta okazała się nie do przejścia, nie załamywał jednak rąk. Zastanawiał się bardziej, czy wpływ na jego dyspozycję miała wczesna pora eliminacji.

 

„Nie wiem, czy były nerwy, jakiś dodatkowy stres. Rano dawno nie skakałem. Ale też na treningach techniki były różne. Raz było dobrze, za chwilę słabiej. Brakuje stabilizacji. To była też trochę loteria. Zresztą przez cały sezon wychodził mi co drugi konkurs. Szkoda, bo 2,26 też nie jest mało, ale zabrakło do finału” - dodał.

 

I tak to jego najlepszy występ w międzynarodowej imprezie na stadionie od ośmiu lat. Po serii kontuzji znowu zaczął się odbudowywać, choć jeszcze nie w każdym konkursie jest w stanie pokazać swój potencjał. Na to trzeba też czasu.

 

„Spodziewałem się, że będzie trzeba skoczyć wysoko. Jeszcze pogoda sprzyjała. No nic… Teraz walczymy dalej. Mam parę planów do zrealizowania. Jeszcze zostało mi w tym sezonie kilka` startów - Memoriał Kamili Skolimowskiej, Diamentowa Liga w Birmingham, mityng w Eberstadt” - wymienił.

 

Na razie nie ma zamiaru kończyć z uprawianiem sportu. Zbyt wiele zdrowia zostawił na skoczni. Teraz ma nadzieję dociągnąć do kolejnych igrzysk – w 2020 roku w Tokio.

 

„Myślę, że ten słabszy występ w mistrzostwach świata nie powinien mieć większego wpływu na moje przygotowania do kolejnego sezonu” - powiedział.

 

Na co dzień Bednarek trenuje z Kamilą Lićwinko, która w sobotę powalczy o medal MŚ w skoku wzwyż.

 

„Jest bardzo dobrze przygotowana. Świetnie się czuje, myślę, że te skoki powinny być powyżej dwóch metrów” – ocenił.