Przemysław Iwańczyk: Analogie do 2014 roku i mistrzostw świata, które także rozpoczynały się na Stadionie Narodowym, a później zostały zwieńczone złotym medalem w Spodku są uzasadnione czy też nie?

 

Marian Kmita: Na pewno jest pokusa, żeby szukać analogii, żeby szukać porównań i oczekiwać takiego samego rezultatu. Ale jak to w sporcie i w życiu, generalnie nic się dwa razy nie powtarza, zawsze jest inaczej i myślę, że powinniśmy podejść do tego bardzo spokojnie, my - i kibice i dziennikarze, którzy zajmują się tą imprezą i działacze związkowi. I trener De Giorgi, chociaż De Giorgi jest chyba w najtrudniejszej sytuacji. Trudno mówić, że  nie jest pod presją, jest pod presją. W końcu od 2014 roku ta drużyna seniorska niczego nie osiągnęła w poważnej siatkówce. I ten okres odczekiwania i tych trzech długich lat bez sukcesu, jednak wytwarza pewne napięcie i to jest zupełnie naturalne. Ale myślę, że inauguracja nie zawiedzie, nie wiem jak będzie ze sportem. Natomiast to, że znowu będzie pięćdziesiąt kilka może sześćdziesiąt tysięcy ludzi na Stadionie Narodowym i to bardzo specyficzne napięcie jakie wytwarza taka publiczność, będzie znowu czymś co na długo zapamiętamy. Ja też bym nie podchodził do tych oczekiwań wobec tej drużyny z taką presją. Myślę, że ona jest w trakcie tworzenia, że były bardzo fajne lata, w zasadzie od roku 2003, kiedy drużyna śp. Andrzeja Niemczyka zdobyła mistrzostwo Europy. Te kilkanaście lat to naprawdę był świetny okres dla polskiej siatkówki i mamy takie tablo z medalami,  nawet my w gabinecie, a nie mówię o siedzibie Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Na pewno jest się z czego cieszyć, czym chwalić. No i wiadomo apetyt rośnie zawsze w miarę jedzenia.

 

Tylko pytanie jak zbalansować tę niepohamowaną żądzę sukcesu, która w nas bez wątpienia siedzi z takim zdroworozsądkowym podejściem do potencjału drużyny. My jako organizator, jako Polska organizowaliśmy wszelkiego rodzaju imprezy biorąc pod uwagę piłkarskie Euro, Euro  w piłce ręcznej całkiem niedawno czy też Euro siatkarskie w roku 2013. Tylko jest jedna jedyna impreza siatkarska mistrzostwa świata, w której się udało i chcemy więcej.

 

No chcemy więcej, poza tym te analogie, to rzeczywiście są trudne rzeczy. Euro 2013 roku to był kompletny dziwoląg. Pamiętam jak byłem w Kopenhadze na finale i taksówkarz, który nas wiózł na stadion (bo tam też finał był rozgrywany na połówce stadionu piłkarskiego) nie wiedział w ogóle, że taka impreza ma miejsce w Danii. No więc tutaj takiej sytuacji na pewno nie będzie. Tutaj mamy do czynienia z kolejnym siatkarskim świętem sportu, kolejnym świętem siatkówki i to będzie misterium. Dużo zależy od polskich siatkarzy i od ich trenera, czy to misterium będzie na miarę 2014 roku, czy trochę mniej. Natomiast uważam, że to jest bardzo dobrze, że kolejna wielka impreza sportowa odbywa się w Polsce, że znowu ta infrastruktura ma szansę być wykorzystana, że znowu jest szaleństwo jeśli chodzi o popyt na te bilety na Stadion Narodowy i na dwa mecze w Gdańsku również. To, że planuje przyjechać sześć tysięcy Finów też o czymś świadczy, że nie jest to taka gra świetlicowa.

 

A nie jest to nacja wybitnie kojarzona z siatkówką.

 

Tak jest, więc to są bardzo dobre symptomy, że coś się zmienia i jakby w relacji Polska, a zagranica i możliwości przyjęcia takiej masy kibiców, jeśli chodzi o logistykę, hotele i inne historie związane z infrastrukturą. A z drugiej to na czym nam bardzo zależało, żeby siatkówka stała się w Europie i świecie drogą dyscypliną w grach zespołowych, a nie tylko u nas. Bo u nas jest już tak od dawna.

 

Jak sportowo umiejscowić reprezentację Polski, która nawet nie zaznała przeobrażeń, tylko jest to metamorfoza totalna. Biorąc pod uwagę liczbę zawodników którzy albo skończyli karierę, albo odeszli z różnych powodów z reprezentacji w porównaniu do tego co było przed trzema laty w zespole Stephane'a Antigi.

 

No gdybyśmy ważyli te dwie reprezentacje, to nie ma dwóch zdań, że drużyna Antigi była silniejszą reprezentacją. Bo nie mamy dzisiaj ani Wlazłego, ani Winiarskiego. Nie mamy Zagumnego, nie mamy Ignaczaka. Mamy innych. Oczywiście to nie jest tak, że kolega Kochanowski czy kolega Lemański nie zaskoczą, nie pokażą, że młodzież też potrafi. Młodzież, czy Ci którzy nie są tacy młodzi, ale nie grali w reprezentacji. Każdy teoretycznie nosi buławę marszałkowską w tornistrze. Ale gdyby ważyć te dwie reprezentacje to bez wątpienia łatwiejsze zadanie miał Stephane Antiga.

 

Cała rozmowa z Marianem Kmitą w załączonym materiale wideo.