Po 10 kolejkach Serie A na czele tabeli plasuje się Napoli. Zespół leczącego obecnie kontuzję Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego wywalczył 28 na 30 możliwych punktów. Dwa stracił przed tygodniem remisując na własnym stadionie z Interem Mediolan (0:0), drugą niepokonaną wciąż w sezonie ekipą.

W niedzielę lider podejmie zajmujące 15. pozycję Sassuolo, które dotychczasowe dwa zwycięstwa odniosło w roli... gości, choć nad słabo spisującymi się Cagliari i SPAL. W poprzednich rozgrywkach Napoli jednak nie udało się pokonać najbliższego przeciwnika - oba pojedynki zakończyły się remisami.

Wicelider z Mediolanu dopiero w poniedziałek wyjdzie na boisko - w Weronie zmierzy się z zespołem Hellas, który z ośmioma punktami otwiera strefę spadkową.

Także czwarte w tabeli Lazio, które podobnie jak "Juve" ma 25 pkt, zagra na wyjeździe, ale stratę punktów przez stołecznych piłkarzy można by uznać ze sensację, gdyż rywalem będzie Benevento. Całkowity nowicjusz we włoskiej ekstraklasie nie zdobył jeszcze ani jednego punktu, a bilans bramek 3-24 też o czymś świadczy. Tak słabego startu nie miała żadna drużyna w historii Serie A, a spośród czołowych lig europejskich tylko francuskie Grenoble w sezonie 2009/10 przegrało pierwszych 11 meczów.

Zespół z "miasta czarownic" stracił też kapitana - Fabio Lucioni został zdyskwalifikowany po wykryciu w jego organizmie sterydu anabolicznego clostebolu. Kilka dni temu doszło też do zmiany trenera - Roberto De Zerbi zastąpił Marco Baroniego. Nowy szkoleniowiec cudów nie obiecuje.

- Prezes Oreste Vigorito prosił mnie, by dać kibicom trochę radości. Nie wymagał obietnicy utrzymania, bo takiej bym nie złożył. Wszyscy rozsądni ludzie wiedzą, że to będzie bardzo trudne, a może wręcz niemożliwe - zaznaczył De Zerbi.

Wydawało się, że w środowym debiucie w Cagliari przełamie czarną serię, gdyż w czwartej minucie doliczonego czasu gry goście wyrównali na 1:1. Czar prysł, gdyż kilkanaście sekund później miejscowi zdobyli bramkę na 2:1.

Tymczasem Lazio wygrało pięć ostatnich spotkań, a do wielkiej formy sprzed lat wrócił Ciro Immobile, który z dorobkiem 13 goli prowadzi w klasyfikacji strzelców.

Wobec takiego zestawu przeciwników dla zespołów z czołówki na pierwszy plan w 11. kolejce wysuwa się konfrontacja Milanu z Juventusem, którego zawodnikiem jest Wojciech Szczęsny. Polski bramkarz w środę stanął między słupkami w meczu ze SPAL (4:1), ale w sobotę raczej ponownie ustąpi miejsca Gianluigiemu Buffonowi.

Mimo wygranej szkoleniowiec "Starej Damy" Massimiliano Allegri nie był zadowolony z postawy piłkarzy. - Jeśli tak zagramy w Mediolanie, to przegramy - przyznał.

Milan zwycięstwem nad Chievo (4:1) przełamał złą passę czterech meczów bez kompletu punktów i na chwilę przegonił czarne chmury znad głowy trenera Vincenzo Montelli. Szefowie klubu nie mogą być jednak zadowoleni z dotychczasowej postawy drużyny, na której wzmocnienie latem nie szczędzili środków. Ósma lokata i już dziewięć punktów straty do miejsca gwarantującego powrót do Ligi Mistrzów sprawiają, że "Rossoneri" nie mają już marginesu na potknięcia.

- Ostatni sukces na pewno doda nam sił i wiary. Liczę, że przeciw "Juve" pokażemy pełnię potencjału, a rywale... nieco nas zlekceważą - zauważył Montella.

Polscy kibice najbardziej powinni się emocjonować meczem w Genui, gdzie Sampdoria podejmie Chievo. Barwy gospodarzy reprezentują Bartosz Bereszyński, Karol Linetty i Dawid Kownacki, który wchodząc z ławki rezerwowych w dwóch ostatnich spotkaniach wpisał się na listę strzelców. Z kolei zawodnikami Chievo są Mariusz Stępiński i czekający nadal na debiut w Serie A Paweł Jaroszyński.

- Po golu na San Siro ciągle mam dreszcze - przyznał, cytowany przez stację Sky, Kownacki, który do zdobycia dwóch goli we włoskiej lidze potrzebował 60 minut.

Sampdoria, która przed własną publicznością nie straciła jeszcze choćby punktu, z 17 i meczem zaległym jest szósta, a Chievo ma dwa punkty mniej i plasuje się na 10. pozycji.