Inauguracyjne zawody PŚ zaplanowano na przełom listopada i grudnia w szwedzkim Oestersund, natomiast zawody biathlonowe na olimpiadzie w Pjongczangu odbędą się od 10 do 23 lutego.

 

W ubiegłym tygodniu Polki wróciły ze zgrupowania w Oberhofie. - Cała grupa była zdrowa i bez kontuzji. Pojawiały się jakieś drobne problemy, ale na dłuższą metę nie przeszkodziło nam to. Skupiliśmy się przede wszystkim na intensywnym treningu, korzystaliśmy z tunelu śnieżnego, żeby "nabijać kilometry" na nartach. Mieliśmy też wyścig próbny - relacjonował Torgersen.

 

Szkoleniowiec poinformował również, że kolejne zgrupowanie rozpocznie się w poniedziałek w norweskim Beitostoelen i potrwa półtora tygodnia. Później kadra przeniesie się do Sjusjoen, gdzie co roku tradycyjnie odbywa się nieoficjalna inauguracja sezonu. Zwykle startuje tam światowa czołówka.

 

Na początku treningu na nartach najważniejsze jest to, żeby złapać rytm i wypracować odpowiednią technikę. Intensywność będzie cały czas wysoka, postaramy się, żeby zawodniczki nie złapały szczytu formy zbyt wcześnie. Kiedy treningi zaczynają być mniej wymagające, zawodnik dostaje dodatkowej energii, ale na krótko, poza tym to ma sens raz, góra dwa razy w sezonie - powiedział trener.

 

Priorytetem są igrzyska w Korei Południowej, na których Polska ma pięć miejsc (na razie żadnego w rywalizacji mężczyzn), ale w każdej z konkurencji mogą startować najwyżej cztery zawodniczki. - To prawda, że szczyt formy musi przyjść po Świętach, a nie przed nimi. Ale nie powiedziałbym, że nic innego się nie liczy. Igrzyska to ten wielki cel, ale zwykle jest tak, że przez cały sezon olimpijski przewijają się w czołówce te same twarze. Rzadko zdarza się, żeby ktoś kompletnie nie liczył się w Pucharze Świata, a potem nagle zdobył medale olimpijskie. Dlatego w PŚ będziemy robić tyle, ile możemy, ale postaramy się zachować te dodatkowe 5-10 procent na luty - podkreślił Torgersen.

 

W kadrze Biało-Czerwonych jest sześć zawodniczek: Krystyna Guzik, Magdalena Gwizdoń, Weronika Nowakowska, Monika Hojnisz, Kinga Mitoraj i Kamila Żuk. Na niektórych zgrupowaniach dołącza do nich Anna Mąka. - Te najbliższe tygodnie to dla nas bardzo ekscytujący czas. Mamy dobre przeczucia i czekamy z niecierpliwością, żeby zobaczyć, jak prezentujemy się na tle konkurencji - dodał Norweg.