Mecze Arsenalu z Manchesterem United zawsze budzą wielkie emocje - nie inaczej było w sobotni wieczór, zwłaszcza patrząc przez pryzmat tabeli. Obie ekipy znajdują się w czołówce i nie chcą pozwolić, by czołówka odjechała im na dystans kilku punktów. Dodatkowego smaczku dodawała oczywiście obecność Arsene'a Wengera i Jose Mourinho na ławkach rezerwowych.

 

Wenger w poprzednim sezonie po raz pierwszy w karierze pokonał Mourinho w rozgrywkach ligowych, więc i tym razem liczył na korzystne rozstrzygnięcie. Przed samym spotkaniem przekonywał dziennikarzy, że nie spodziewa się, by Manchester United postawił autobus - jak to miewał w zwyczaju już w tym sezonie. I miał rację, bo goście zaczęli ofensywnie i bardzo szybko skarcili nieświadomych niczego "Kanonierów".

 

Już w czwartej minucie Antonio Valencia wykorzystał składną akcję i podanie Paula Pogby. Chwilę później piłke przed własną bramką stracił Shkodran Mustafi, a Romelu Lukaku ładnym podaniem uruchomił Anthony'ego Martiala. Francuz w jeszczie piękniejszy sposób wystawił futbolówkę Jesse'iemu Lingardowi, a ten nie mógł zepsuć wysiłku kolegów i po prostu wyprowadził Manchester United na dwubramkowe prowadzenie.

 

Arsenal był w szoku, ale podniósł się bardzo szybko. Do końca pierwszej połowy goście nie oddali celnego strzału, bo niemal cały czas musieli odpierać ataki ofensywnie nastawionych gospodarzy. A ci nie błyszczeli skutecznością, choć trzeba oddać, że 200% normy wykonywał David de Gea. Bramkarz "Czerwonych Diabłów" bronił niemożliwe sytuacje, jak choćby pod koniec połowy, kiedy w odstępie kilku sekund powstrzymał Hectora Bellerina i Seada Kolasinaca czy też... Romelu Lukaku. Tak jest, Belg był blisko gola samobójczego.

 

W końcu jednak nie dał rady. Alexis Sanchez przechytrzył obronę, zagrywając wysoką piłkę do Aarona Ramseya, a ten zamiast strzelać w piękny sposób odegrał krótko do Alexandre'a Lacazette'a. Francuz był sam w odległości kilku metrów od bramki i mógł spytać de Geę, gdzie chce otrzymać strzał - nie miał więc problemów ze strzeleniem gola.

 

Arsenal cały czas naciskał i wydawało się, że wyrównanie jest kwestią czasu. Tak się jednak nie stało, bo zabójczą kontrę wyprowadzili goście. Lukaku zgrał do Lingarda, ten przebiegł kilkanaście metrów i zagrał do Paula Pogby, który zaskakująco łatwo oszukał Laurena Koscielny'ego i jak na tacy wyłożył piłkę Lingardowi. Anglik musiał podwyższyć wynik.

 

I znowu: kiedy wydawało się, że emocji już nie będzie, to stało się coś niedopuszczalnego. Paul Pogba brutalnie zaatakował Bellerina i zasłużenie otrzymał czerwoną kartkę. To oznacza, że nie zagra za tydzień w derbach Manchesteru! Najlepiej jego sytuację oddaje ten wpis:

Manchester United po raz kolejny odskoczył Chelsea na trzy punkty i liczy na niedzielną wpadkę Manchesteru City (mecz z West Ham United). A derby już w przyszłej kolejce...

 

Arsenal - Manchester United 1:3 (0:2)

 

Bramki: Lacazette 49 - Valencia 4, Lingard 11, 63.

 

Arsenal: Cech - Koscielny, Mustafi (15 Iwobi), Monreal - Bellerin, Ramsey, Xhaka (70 Welbeck), Kolasinac (76 Giroud) - Ozil, Sanchez - Lacazette.

 

Manchester United: De Gea - Lindelof, Smalling, Rojo - Valencia, Pogba, Matic, Young (90+3 Rashford) - Lingard (76 Darmian) - Lukaku, Martial (67 Herrera).

 

Żółte kartki: Bellerin, Koscielny, Sanchez - Rojo, Herrera.

 

Czerwona kartka: Pogba.