Przed sobotnią walką w Madison Square Garden (dziesiątą w karierze) o Sadamie Ali mówiło się niewiele. Na ustach wszystkich była postać legendarnego Miguela Cotto, dla którego miało to być ostatnie wyjście do ringu zawodowego. 29-latek przed starciem przyznał, że... przez wiele lat był fanem Cotto, który stał się prawdziwą legendą portorykańskiego boksu i dawno zapewnił sobie miejsce w tamtejszej galerii sław.
 
Przed walką 37-latek przyznał, że niezależnie od wyniku, po walce z Alim zakończy karierę. Słowa dotrzyma, jednak nie wszystko poszło po jego myśli. W walce wieczoru zabrakło mu dynamiki i skuteczności, a skreślany przez wszystkich Ali dał dobry boks, zaskakując wszystkich solidnością.
 
Dawny olimpijczyk zachwiał się co prawda w szóstej rundzie, jednak imponował luzem na tle przewidywalnego Cotto w drugiej części pojedynku. Portorykańczyk miał uszkodzić sobie biceps w siódmym starciu, a boląca lewa ręka utrudniła mu boksowanie. Sędziowie ku zdziwieniu publiczności jednogłośnie punktowali zwycięstwo Amerykanina (115-113, 116-112, 115-113) i jego pierwszy pas mistrzowski w karierze.
 
37-latek dotrzymał słowa i po walce przyznał: "To była moja ostatnia walka. Zamierzam być szczęśliwy z moją rodziną, chcę pozostać w domu. Mam możliwość dać mojej rodzinie co najlepsze i to wszystko, co się dla mnie liczy".
 
Powtórki walki w niedzielę od 9.00 i 22.30 w Polsacie Sport.
 
Skrót walki w załączonym materiale wideo.