Dobrze że datą ogłoszenia nominacji nie będzie Prima Aprilis, bowiem niektórzy mogliby uznać, że to wciąż nie jest ostateczna decyzja władz PZPS. Ciężko nam przyzwyczaić się, że zwalnianie i zatrudnianie kolejnych selekcjonerów przysparza tyle kłopotów prezesom siatkarskiej centrali (Ferdinando De Giorgiego zwolniono 20 września!). Wygląda jednak na to, że decyzja o wyborze Heynena jest blisko. Pozostały tylko decydujące rozmowy z Belgiem i pozostałymi dwoma konkurentami: Piotrem Gruszką oraz Andrzejem Kowalem.

 

Jeszcze nie polska opcja?

 

Przedstawiciele związku będą zaprzeczać, a ja nie posiadam żadnej tajemnej wiedzy na temat przyszłej decyzji zarządu PZPS. Ba, ostateczne głosowanie może przebiegać w atmosferze niespodzianki. Wszak kiedy zwalniano Stephane'a Antigę także wydawało się, że to tylko formalność, a później na zarządzie padł zaskakujący remis i trzeba było na nowo rozpatrywać za i przeciw francuskiemu selekcjonerowi. Teraz wybór będzie prostszy – trener-Polak, albo Heynen.

 

Nie chodzi bowiem o nazwisko szkoleniowca z naszym paszportem, a o słynną już „polską opcję”, którą narzucił wszystkim prezes Jacek Kasprzyk, a z której później powoli się wycofywał. To jego marzenie nadal jest jednak aktualne i wielu członków władz może preferować Gruszkę lub Kowala. Moim zdaniem jednak wygra Heynen!

 

Co to by oznaczało dla naszej siatkówki? To będzie decyzja równie ryzykowna, jak wybór cztery lata temu Antigi. Władze nie stawiają bowiem na szkoleniowca utytułowanego, mającego za sobą pracę w największych klubach, czy reprezentacjach. Nie wybierają także trenera, który ugrał coś na naszym podwórku, jak wcześniej bywało z Castellanim i De Giorgim. Biorą za to maga, który osiągnął historyczne wyniki z reprezentacjami Niemiec oraz Belgii i który zdobywał medale w tamtejszych ligach oraz we Francji. Jednym słowem – wśród „średniaków”.

 

Mierzyć wysoko

 

Może to trochę pokręcone, ale wygląda, że będzie to wybór w imię teorii: „Budował coś z niczego wśród uboższych, zbuduje i u nas”. Właśnie potraciliśmy kilka większych talentów i musimy pamiętać, że spadliśmy z półki mistrzów świata. Nie podoba mi się jednak takie założenie. Owszem trudno wymagać nam będzie obrony tytułu w Bułgarii i Włoszech, ale wolę myślenie na zasadzie: „chcesz sięgać wysoko, mierz wysoko”!

 

I mam nadzieję, że mimo wszystko Heynen taką mentalność będzie potrafił zaszczepić wśród naszych siatkarzy. Tylko w ten sposób rzeczywistość postrzega Leon, który dołączy do tej kadry w przyszłym roku. Chciałbym, żeby metody belgijskiego trenera prowadziły nas do walki z najlepszymi, a nie budowania tylko i wyłącznie podstaw na przyszłość. Doświadczenie każe sądzić, że wówczas Heynen tej przyszłości w Polsce już nie doczeka, a z efektów jego pracy będzie korzystał już ktoś inny.

 

Uczy dziennikarzy

 

Na razie więc cieszę się zapałem Belga – do nauki języka polskiego (po pół roku chce prowadzić treningi w naszym narzeczu), do pracy z młodzieżą (swego czasu podglądał naszych juniorów, gdy podbijali świat), do analizowania PlusLigi (już pracował w Bydgoszczy, a na bieżąco śledzi kolejne rozgrywki), do pracy z polskimi asystentami (jako jedyny przedstawił w związku pełną listę współpracowników i był otwarty na polskich członków sztabu), do kontaktów z mediami (to człowiek, który w Belgii był gotów prowadzić dziennikarskie warsztaty, aby pomóc lepiej zrozumieć ten sport). Oby ten zapał zaraził całe nasze środowisko.