W ten sposób nawiązał też do trzeciego po dwóch z czterech serii Kamila Stocha. Na półmetku rywalizacji prowadzi Norweg Daniel Andre Tande, który ma 10,9 pkt przewagi nad Niemcem Richardem Freitagiem i 17,8 pkt nad Stochem.

- To mało, można taką stratę odrobić jednym skokiem. Kamil na pewno będzie walczył do samego końca, tak samo jak ja, Piotrek i Stefan. A co z tego wyjdzie, przekonamy się już w sobotę. Od kiedy pamiętam Tande dobrze sobie radził na mamucich obiektach. To kwestia jego techniki, która pozwala mu odlatywać na tych największych skoczniach. Na nich nie ma jednak stuprocentowych faworytów, bo jednym skokiem można bardzo dużo zyskać albo wszystko stracić – podkreślił Kubacki.

On sam jest bardzo zadowolony z 10. miejsca na półmetku rywalizacji.

- Mimo potknięcia w Bad Mitterndorf pokazaliśmy klasę, udowodniliśmy, że potrafimy walczyć. Od samego początku skaczemy tutaj bardzo przyzwoicie. Jestem zadowolony z pracy, którą wykonałem. Do "lotnika" jeszcze mi trochę brakuje, ale mamy przed sobą jeszcze dwa dni i może uda się dołożyć kilka metrów - powiedział.

Warunki atmosferyczne jednak nie rozpieszczały. Wprawdzie nie wiało tak bardzo jak dzień wcześniej, ale cały czas padał gęsty śnieg.

- Przy lądowaniach trzeba było bardzo uważać. Jednak z wiatrem nie było tak źle. Na mamucie jeden podmuch może mocno pomóc lub mocno przeszkodzić, a punktów odjętych lub dodanych nie ma znowu tak dużo. Patrząc na prognozy pogody, jakie były na te mistrzostwa, jest rewelacja – ocenił.

On sam miał bardzo równe dwa skoki – w pierwszej serii wylądował na 207,5 m, a w drugiej na 208 m.

- Te dwie próby były do siebie bardzo podobne. Trzymałem się ustalonego z trenerem planu i to działało. Wiadomo, że chciałbym polecieć jeszcze 15-20 metrów dalej, ale jeśli będę nadal skakał dobrze, to wypracuję sobie te lepsze odległości – dodał.

Jeszcze tydzień temu wydawało się, że Polakom może być bardzo trudno nawiązać walkę z najlepszymi. Na próbie generalnej przed mistrzostwami świata w Bad Mitterndorf wypadli bardzo przeciętnie. Najlepszy – Stefan Hula – był dopiero 14.

- Między Kulm a Oberstdorfem nie mieliśmy szansy poskakać. Wydaje mi się, że w Bad Mitterndorf mieliśmy po prostu słabszy dzień. My nie musimy tego roztrząsać, ustalenie przyczyn to zadanie trenerów. Najważniejsze jest jednak to, że teraz spisujemy się już znacznie lepiej – podkreślił Kubacki.

Na półmetku rywalizacji 14. miejsce zajmuje Stefan Hula, choć w kwalifikacjach pofrunął na czwartą lokatę. W zawodach nie spisał się już tak dobrze.

 

- W kwalifikacjach były bardzo dobre warunki, do tego była wyżej belka, dało się dalej polecieć. Skok konkursowy był minimalnie gorszy, ale oceniam dzień na plus. Nie mam nic przeciwko rozgrywaniu czterech serii konkursowych. Zawody mają swój urok. To fajna sprawa, że są dwa dni skakania, a to się liczy na jeden wynik - powiedział.

Czwarty z Polaków – Piotr Żyła jest 20. i w piątek nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.