Piłka nożna

Wielki smutek wśród fanów futbolu. Ronaldinho...

Aimar ostatni raz na boisko wybiegł w koszulce Estudiantes de Rio Cuarto, a więc w klubie, w którym zaczynał swoją przygodę z piłką i w którym gra jego brat, Andreas. W 50. minucie meczu w Pucharze Argentyny przeciwko Belgrano cały stadion wstał, aby uhonorować schodzącego z murawy 38-latka. Na trybunach znajdował się m.in. jego ojciec, a także jeden z mentorów Pablo, Marcelo Bielsa. Sam zainteresowany miał łzy w oczach, był to dla niego bardzo wzruszający moment.

Aimar zawsze był kochany przez swoich kibiców, wśród których był m.in. Leo Messi, który jako dziecko wzorował się na ówczesnej gwieździe reprezentacji Albicelestes. Aimar nosił przydomek "il Payaso" co znaczy „klaun”. Na boisku potrafił jednak czarować zarówno swoich rodaków jak i hiszpańską publiczność, bowiem tam spędził najlepsze lata w swojej karierze.

Pożegnalny mecz dla Aimara skończył się bezbramkowym remisem, co oznaczało, że jego zespół odpadł z dalszych zmagań, bowiem w pierwszym starciu rywale wygrali 2:1. To jednak zupełnie nie popsuło atmosfery na stadionie. - Było dobrze. Nie awansowaliśmy dalej, ale myślę, że to był dobry wieczór dla tych, którzy zdecydowali się obejrzeć ten mecz. Jestem zadowolony, bo mogłem zagrać wspólnie z moim bratem. Kibice na trybunach byli fantastyczni. Obecni byli także moja rodzina oraz Marcelo Bielsa o czym nie wiedziałem na początku. To jeden z najważniejszych trenerów jakich spotkałem w karierze. Teraz kończy się pewien etap w moim życiu. Mam za sobą długą karierę, grając na całym świecie. Moja żona ofiarowała mi czwórkę wspaniałych dzieci, dziękuję jej za wszystko. Cieszę się, że mogłem wygrać coś w swojej karierze, ale przede wszystkim cieszę się, że mogłem grać na poziomie, który dzisiaj jest dla mnie bezcenny. Chciałbym osiągnąć więcej niż mogłem, ale w życiu zawsze są jakieś zaległe rachunki. Chyba nie ma piłkarza, który kończąc karierę mógłby powiedzieć, że zdobył wszystko. Być może takim piłkarzem będzie Messi. To był mój ostatni mecz, którego nigdy nie zapomnę – powiedział Aimar w swoich pierwszych słowach na piłkarskiej emeryturze.

Tak naprawdę Aimar zawiesił buty na kołku już w 2015 roku, kiedy nie został powołany przez trenera River Plate na finałowe mecze Copa Libertadores. Kolejne kontuzje prawej kostki nie pozwalały mu wrócić na boisko, toteż powiedział „basta”. Chciał jednak zagrać w jeszcze jednym profesjonalnym meczu, tym pożegnalnym. Nie ma zamiaru rezygnować z piłki, bowiem obecnie jest trenerem reprezentacji Argentyny do lat 15. - Futbol wiele mnie nauczył i sprawił, że poznałem wielu wspaniałych ludzi. Teraz pracuję z młodzieżą i kocham to co robię. Moim celem jest zrobić z nich najlepszych piłkarzy jak tylko jest to możliwe – zaznaczył.

Pablo Aimar najbardziej znany jest z występów w hiszpańskiej Valencii, dla której grał w latach 2001-2006. W tym czasie rozegrał 204 mecze, w których strzelił 34 bramki. Mógł cieszyć się z dwóch tytułów mistrza kraju oraz triumfu w Pucharze UEFA i Superpucharze UEFA. W 2001 roku zagrał w finale Ligi Mistrzów, ale jego zespół okazał się gorszy po rzutach karnych od Bayernu Monachium. Jego następnym klubem był Real Saragossa, gdzie spędził dwa lata, aby przenieść się do Benfiki Lizbona. W Portugalii grał aż pięć sezonów i zdobył mistrzostwo kraju, trzy razy puchar ligi oraz dotarł do finału Ligi Europy, gdzie lizbończycy przegrali z Chelsea. Pod koniec swojej kariery spróbował swoich sił w lidze malezyjskiej, aby po sezonie wrócić do ojczyzny. W reprezentacji Argentyny wystąpił 52 razy i zdobył osiem bramek. Zagrał na dwóch mistrzostwach świata w 2002 roku w Korei oraz cztery lata później w Niemczech. Jako ofensywny pomocnik w sumie zagrał ponad 500 meczów w swojej karierze, w których strzelił niespełna sto goli.