Od początku rundy wiosennej zawodnicy Lechii mieli gonić czołową ósemkę, do której tracili siedem punktów, jednak w sobotnim meczu z Wisłą Kraków wywalczyli tylko jeden.

 

„Szanujemy ten remis, ale graliśmy o pełną pulę. Zdajemy sobie sprawę z sytuacji w tabeli i wiemy, że nie jesteśmy na miejscu, na którym chcielibyśmy być i na którym Lechia powinna być. W każdym spotkaniu musimy grać o trzy punkty, bo górna część tabeli ucieka. Do odrobienia strat zostało nam teraz tylko osiem meczów” – przyznał Stolarski.

 

Boczny pomocnik biało-zielonych przekonuje, że jego drużyna nie weszła za dobrze w spotkanie z Wisłą.

 

„Przespaliśmy początek pierwszej połowy. To my mieliśmy siąść pressingiem na rywali, a nie oni na nas. No i szybko straciliśmy gola. Dobrze, że udało nam się doprowadzić do wyrównania i szkoda, że w drugiej połowie nie zdołaliśmy zdobyć zwycięskiej bramki. Z drugiej strony nie wypracowaliśmy sobie w tym spotkaniu zbyt dużo dogodnych sytuacji” – ocenił.

 

Reprezentant polskiej młodzieżówki ma jednak zastrzeżenia nie tylko do gry w ataku swojej drużyny.

 

„W ofensywie sobie poradzimy. W naszej grze jest natomiast za dużo niedokładności, powiedziałbym nawet, że niechlujstwa. W banalnych sytuacjach popełniamy głupie straty, które napędzają rywali i pozwalają im wypracować sobie bramkowe okazje. Musimy poprawić naprawdę proste rzeczy” – zauważył.

 

22-letni piłkarz jest wychowankiem Wisły, ale to właśnie on w dużej mierze przesądził o stracie przez „Białą Gwiazdę” dwóch punktów. W 33. minucie po jego podaniu bramkę dla gospodarzy zdobył Sławomir Peszko.

 

„Mecze z Wisłą zawsze będą dla mnie wyjątkowe. Mam wielki szacunek do tego klubu, ale cieszę się, że kolejny sezon jestem w Lechii i to jej dobre wyniki są dla mnie teraz najważniejsze. Asysta na pewno cieszy i mogę zapisać ją na plus, jednak dałaby mi zdecydowanie więcej satysfakcji, gdyby okazała się na wagę trzech punktów” – podkreślił.

 

Stolarski nie dotrwał jednak do końca spotkania. Z powodu kontuzji w 77. minucie zastąpił go Chorwat Mato Milos.

 

„Ból biodra odczuwałem już przed przerwą i w drugiej połowie musiałem opuścić boisko. Nie jest to jednak uraz, który wykluczyłby mnie z udziału w najbliższym meczu na naszym stadionie z Piastem Gliwice” – zapewnił.