Pojedynek z Błeszyńskim (4-2) był trzecim występem Kwiecińskiego (6-5) pod szyldem FEN, z czego drugim w formule K-1. Podczas 11. edycji zawodnik próbował swoich sił w MMA. W Warszawie wrócił do klatki FEN po dziesięciu miesiącach przerwy. Były uczestnik popularnego reality show "Warsaw Shore" w przeszłości był dwukrotnym wicemistrzem świata w kickboxingu. 2017 rok zakończył zwycięstwem w starciu z Radosławem Żaglewskim.
 
Jego rywal - Błeszyński miał większy staż w organizacji, bowiem w klatce FEN występował już po raz piąty. Na początku pojedynku wiele do powiedzenia miał... sędzia Sebastian Jagielski, który często ingerował w nieczyste starcie obu zawodników. Ci często zapominali się, że nie walczą w formule MMA. Kontrowersyjne było liczenie Kwiecińskiego jeszcze w pierwszej rundzie, który wylądował na deskach po nie do końca dozwolonej kombinacji rywala.
 
Lewy prosty Kwiecińskiego co prawda działał jak należy, jednak gorzej szły mu kopnięcia. Dopiero po uruchomieniu niskich kopnięć Błeszyński zaczął tracić inicjatywę, a trzecia runda miała zdecydować o triumfie któregoś z wojowników. Już na jej początku zawodnik z Dąbrowy Górniczej został ukarany ujemnym punktem za cios po komendzie, co nie było pierwszym tego typu występkiem w tej walce.
 
Kilka sekund później Kwieciński oberwał w krocze, co zatrzymało szarpaną walkę na kolejne minuty. Do czystej wymiany ciosów doszło dopiero na zakończenie ostatniej rundy, zaś jednogłośnie na punkty zwyciężył Błeszyński.