Radomianki, które są beniaminkiem pierwszej ligi, w drodze do turnieju finałowego pokonały Budowlanych Toruń (3:1), KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (3:1) oraz obrońcę trofeum i mistrza Polski Chemika Police (3:2). Ta ostatnia wygrana obiła się szerokim echem w całym siatkarskim środowisku.

 

Podopieczne Jacka Skroka do Nysy nie zamierzały jechać tylko na wycieczkę. W pojedynku z łodziankami zafundowały rywalkom sporo stresu, a kibicom dużą dawkę emocji. Ostatecznie przegrały 1:3.

 

"O tyle to jest bolesne, że gdybyśmy przegrali gładko 0:3, to powiedzielibyśmy sobie: OK. Były od nas lepsze i w porządku. Tymczasem wywołaliśmy sporą panikę po drugiej stronie siatki. Zabrakło w końcówce trochę doświadczenia" – powiedział PAP szkoleniowiec pierwszoligowca.

 

"Poza pierwszym setem (Radomka przegrała 14:25 – PAP), w pozostałych nie poddawaliśmy się nawet, gdy wysoko przegrywaliśmy. Wywieraliśmy cały czas presję na rywalu. Niestety, popełniliśmy błędy w nieodpowiednim momencie. Zepsuliśmy zagrywkę przy stanie 22:22, nie wolno w taki sposób podawać ręki przeciwnikowi. Potem przypadkowy as po taśmie łodzianek, źle przyjęta kolejna zagrywka i było już prawie po meczu" – dodał.

 

Skrok nie ukrywa, że mecze w Pucharze Polski i walka z czołowymi zespołami ekstraklasy przyniosły ogromne korzyści jego podopiecznym. Radomka zakończyła rundę zasadniczą pierwszej ligi na czwartym miejscu, przegrała jednak dwa pierwsze pojedynki fazy play off z Eneą Energetykiem Poznań.

 

"Dziewczyny zaliczyły przygodę życia. Jeszcze sześć miesięcy temu one były dla większości kibiców +no name+, dzisiaj są w mediach, w telewizji. Znalazły się w innym świecie, teraz ich spojrzenie na siatkówkę jest zupełnie inne. Przygoda przygodą, ale udźwignęły ten ciężar, stały się bardziej dojrzałymi zawodniczkami. Przeżyły lepsze i gorsze chwile i wiedzą, z czym to się je. Widzą, co trzeba zrobić ze sobą, ile jeszcze je czeka pracy" – wyliczał.

 

Siatkówka w Radomiu od wielu lat była kojarzona wyłącznie z męskimi zespołami. Obecnie w ekstraklasie występuje Cerrad Czarni, natomiast żeńska drużyna jeszcze w obecnym sezonie grała w drugiej lidze.

 

"Liczę, że dzięki występom w Pucharze Polski łatwiej nam będzie rozmawiać ze sponsorami czy przedstawicielami urzędu miasta przed kolejnym sezonem. Łatwiej będzie też przekonać inne zawodniczki do przyjścia, bo zrobiliśmy kawał dobrej roboty i jesteśmy już rozpoznawalnym klubem" – podkreślił.

 

W wielkim finale w niedzielę dojdzie do derbów Łodzi. Grot Budowlani zmierzą się z ŁKS-em Commercecon, który w innym półfinale pokonał Eneę PTPS Piła 3:1. Nigdy jeszcze w decydującym pojedynku o Puchar Polski kobiet nie spotkały dwa zespoły z jednego miasta.

 

Zdaniem Skroka minimalnie większe szanse mają Budowlani, gdyż ich rywal przystąpi osłabiony. Pierwsza rozgrywająca ŁKS-u Lucie Muhlsteinova doznała poważnej kontuzji kolana i na noszach opuszczała halę.

 

"W pełnym składzie to ŁKS miałby chyba większe szanse. Teraz szanse oceniam fifty-fifty, ale z małym wskazaniem na Budowalnych" – podsumował.