Prezes PGE Skry: Może kluby dojrzeją do tego, żeby się zmówić i zrobić biznes

Siatkówka

- Przy wsparciu dwóch, czy trzech mocnych sponsorów być może dojrzejemy do czegoś takiego, że kluby się po prostu zmówią i zrobią biznes - powiedział o trudnej sytuacji klubów w Lidze Mistrzów prezes PGE Skry Bełchatów, Konrad Piechocki.

Krzysztof Wanio: Jako prezes jesteś najbardziej kompetentny, żeby mówić co to znaczy grać w Lidze Mistrzów,co to znaczy brać udział w europejskich pucharach. Jako przedstawiciel klubu byłeś organizatorem finałowych turniejów. Ile można na tym zyskać, a ile można stracić?

Konrad Piechocki: Od wielu lat mówię, że jest to promocja marki. Gdyby nie nasz udział w Lidze Mistrzów i pokazanie, jakim jesteśmy klubem i w jaki sposób jesteśmy zorganizowani, to do naszego klubu i w ogóle do Polski nie trafiliby ludzie pokroju Stephane'a Antigi czy Miguela Falasci. Wówczas graliśmy z Majorką i po tych meczach udało się zakontraktować takich zawodników i jest to największa wartość, bo jeżeli chodzi o stronę finansową to nie jest to opłacalne.

Sprowadźmy to do księgowości, do matematyki. Twój klub przystępuje do rozgrywek Ligi Mistrzów. Ile się wpłaca i co się zyskuje gdy wygra się mecz, gdy się przegra i gdy się awansuje?

Samo wpisowe, by wziąć udział w Lidze Mistrzów, wynosi 25 tysięcy euro. Wygranie Ligi Mistrzów daje dziś zysk 50 tysięcy euro. Myślę, że to daje obraz tego, jak to faktycznie wygląda.

Za wszystkie zabawy, typu przeloty, hotele, klub płaci z własnego budżetu.

Wygrana w Lidze Mistrzów to 10 tysięcy euro, a przegrana 5 tysięcy. Absolutnie nie pokrywa to kosztów, o których mówisz. Kluby opłacają również przeloty i pobyty sędziów, a także ich dietę. Nie ma szans, żeby wyjść nawet na zero w przypadku zwycięstwa. Nie wspomnę o karach, które supervisorzy mogą dość drastycznie nakładać na kluby.

CEV nie proponuje nic, a wręcz zabiera wam chociażby przestrzeń reklamową. Czy są pomysły separatystyczne stworzenia alternatywnych rozgrywek?

Dwa tygodnie temu w Luksemburgu było spotkanie dotyczące przyszłości rozgrywek. Z przykrością powiem, że kończy się na słowach. Bardzo duże nadzieje wiązaliśmy przy ostatnich wyborach prezesa CEV i tego, co może się zmienić dla siatkówki. Skończyło się na słowach i nic z tego nie wynika. To bardzo poważny problem całej dyscypliny. Kiedy siatkarze odnoszą zwycięstwo to oczekują większych wynagrodzeń i jest to słuszne, bo osiągają sukces, ale kluby nie mają pieniędzy. Coraz trudniej jest nam inwestować. To jest jak w biznesie. Kiedy masz ryzyko, ale możesz zarobić to podejmujesz działania, by kontraktować najlepszych zawodników. W tym momencie tak nie ma i to chyba widać po całej dyscyplinie. Oprócz Rosji w całej Europie jest problem.

Wspomniałeś nowego sternika. Od jesieni 2015 roku Serb Aleksandar Boricić pełni swoją funkcję . To człowiek, który zawdzięcza ją w dużym stopniu polskiej federacji. Czy on nas zawodzi? Widzisz coś, co mogłaby robić polska federacja, a czego nie robi? To powinien być interes wspólny polskich klubów, ale także Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Jest ciężko. Myślę, że to nie jest kwestia jednej federacji, tak prężnej jak Polska, tylko kilku. Być może dojrzejemy do tego, by utworzyć takie umowne K10. Ciężko powiedzieć, ile klubów mogłoby brać w tym udział, ale przy wsparciu dwóch, czy trzech mocnych sponsorów być może dojrzejemy do czegoś takiego, że kluby się po prostu zmówią i zrobią biznes.

 

Cała rozmowa z Konradem Piechockim w załączonym materiale wideo.

CM, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze