Beniaminek Nice 1 ligi w dwóch pierwszych meczach na wiosnę musiał schodzić z boiska jako pokonany. Najpierw czerwono-niebiescy ulegli w Katowicach ekipie GKS-u 1:2, a następnie u siebie przegrali z Wigrami Suwałki 0:1. Promykiem nadziei na przełamanie złej passy był niedawny bezbramkowy remis na własnym boisku z Odrą Opole. W sobotnim starciu w Mielcu poprzeczka była jednak zawieszona znacznie wyżej, bowiem miejscowa Stal zainkasowała we wcześniejszych spotkaniach w tym roku siedem oczek. To nie przeszkodziło gościom w zwycięstwie. - Przede wszystkim chciałem pogratulować zawodnikom, ale nie tylko im, bo całej szatni, ponieważ mamy trochę problemów i wiadomo jak ta liga została ułożona. Ciężko było nam w nią wejść, ale wreszcie wygrywamy pierwszy mecz i trudno nie być zadowolonym. Tym bardziej, że graliśmy z najlepszym do tej pory zespołem na wiosnę oraz pierwszym zespołem, który chciał grać w piłkę. Myślę, że te emocje były duże – przyznał po meczu szkoleniowiec RKS-u, Marek Papszun.

Lepiej to spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy szybko objęli prowadzenie. - Po tym nerwowym początku było widać, że bardzo nam zależało, chcieliśmy ten mecz wygrać. Byliśmy zdeterminowani, pracowaliśmy dobrze szczególnie w obronie. Graliśmy z bardzo mocnym rywalem dlatego jeszcze raz gratulację dla moich piłkarzy za to zwycięstwo – rzekł Papszun.

Mielczanie w poprzednich wiosennych zmaganiach potrafili wygrać u siebie z Górnikiem Łęczna 1:0, następnie pokonać na wyjeździe Pogoń Siedlce 2:1, a także bezbramkowo zremisować w Niepołomicach z Puszczą. W sobotę ekipie Stali przytrafiła się pierwsza porażka. - Na pewno determinacja, zaangażowanie oraz konsekwentna realizacja założeń sprawiła, że Raków wygrał. Wszyscy wiemy, że ta liga jest wyrównana. Raków źle rozpoczął, natomiast ich gra bardzo dobrze wyglądała i w meczu z nami to potwierdził. Ja muszę przyznać, że paradoksalnie zagraliśmy najlepszy mecz w tej rundzie, a przegraliśmy. Na pewno nie brakowało serca, woli walki, zaangażowania, kilku kapitalnych akcji, dominacji, ale jeszcze mamy za dużo przestojów. Były momenty do 25. minuty, gdzie prowadzimy grę, robimy fajne akcje, nic nie wskazuje na to, że może coś się wydarzyć i tak naprawdę Raków wykorzystał okazję z niczego. Strzał z dystansu, dobitka, zdrzęmnięcie się moich zawodników przy stałym fragmencie. Brakowało z naszej strony więcej strzałów z dystansu, konsekwencji i chęci zdobycia bramki oraz więcej grania skrzydłami, bo wiedzieliśmy, że Raków w tym ustawieniu musi mieć mniej zawodników w bocznych sektorach. Niestety taka jest piłka. Raz się wygrywa, raz się przegrywa. Teraz to my jesteśmy pokonani i musimy się jak najszybciej zregenerować, bo w środę przyjeżdża do nas najlepszy zespół i musimy być na niego przygotowani – powiedział trener Stali, Zbigniew Smółka.

W środę 11 kwietnia Stal Mielec zagra u siebie z liderem, Miedzią Legnica, natomiast Raków Częstochowa na wyjeździe zmierzy się z Zagłębiem Sosnowiec.