Pelicans przystąpili do play off z numerem szóstym na Zachodzie, ale ekipę Trail Blazers odprawili bez większych kłopotów.

 

Davis w każdym z czterech spotkań był kluczową postacią, ale dopiero w ostatnim od niego w dużym stopniu zależało końcowe rozstrzygnięcie.

 

"To wybitny zawodnik, którego znaczenie uwidacznia się zwłaszcza w takich meczach +na styku+ jak dziś. To był chyba jego najlepszy występ, od kiedy jestem tutaj trenerem. Po prostu nie pozwolił nam przegrać" - przyznał szkoleniowiec gospodarzy Alvin Gentry.

 

Davis ustanowił klubowy i osobisty rekord strzelecki w play off. Jego dorobek w sobotę uzupełniło 11 zbiórek, trzy bloki i asysta.

 

Mógł tego wieczora liczyć na wsparcie Jrue Holidaya, który głównie dzięki efektownym wejściom pod kosz uzbierał aż 41 punktów. Do tego w kluczowym momencie trafił z półdystansu i zapewnił miejscowym sześciopunktowe prowadzenie, które praktycznie pozbawiło rywali złudzeń.

 

Rajon Rondo zakończył mecz z 16 asystami. "Moje zadanie było dziś wyjątkowo proste i przyjemne. Dostarczyć piłkę tym dwóm gościom, którzy załatwiali sprawę do końca" - podkreślił rozgrywający "Pelikanów", mając na myśli Davisa i Holidaya.

 

Liderem gości z 38 pkt był C.J. McCollum. As Trail Blazers Damian Lillard uzyskał 19.

 

"Chyba nie trafiliśmy z formą. Mieliśmy w pewnym momencie serię 13 zwycięstw, która wywindowała nas na trzecią pozycję w konferencji, ale przed play off jakby uszło z nas powietrze. Nie prezentowaliśmy w tej serii, zwłaszcza na własnym parkiecie, najlepszej koszykówki. Rywale za to wznieśli się chyba na wyżyny swoich możliwości" - analizował Lillard.

 

Zespół, który do Nowego Orleanu trafił w 2001 roku po przenosinach z Charlotte, dopiero po raz drugi wystąpi w półfinale konferencji; wcześniej miało to miejsce w 2008 roku. Jego kolejnym rywalem będzie zwycięzca rywalizacji między broniącymi tytułu Golden State Warriors a San Antonio Spurs (3-0).

 

Pierwszej porażki w play off doznali w sobotę koszykarze Houston Rockets. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego uległa w Minneapolis ekipie Timberwolves 105:121, ale w play off prowadzi 2-1.

 

Siłą gospodarzy była w tym pojedynku dobra dyspozycja praktycznie wszystkich zawodników pierwszej piątki. Cały zespół odnotował 50-procentową skuteczność rzutów z gry i ponad 55-proc. przy próbach za trzy punkty. Jimmy Buttler zdobył 28 pkt, a Jeff Teague dodał 23.

 

"To miasto, ci kibice zasługują, żeby nieco dłużej cieszyć się play off, skoro czekali na ten moment prawie 14 lat. Zagraliśmy solidnie w obronie, skutecznie w ataku i stąd taki efekt" - ocenił Buttler.

 

Najlepszy strzelec ligi James Harden tym razem zatrzymał się na 29 punktach, w czym duża zasługa agresywnie broniącego Taja Gibsona. "W drugiej połowie zagraliśmy poniżej możliwości" - przyznał Harden.

 

Czwarte spotkanie w hali "Leśnych Wilków" - w poniedziałek.

 

W trzecim sobotnim meczu na Zachodzie Utah Jazz wygrali z Oklahoma City Thunder 115:102 i objęli prowadzenie w serii 2-1. Z kolei na Wschodzie jednego zwycięstwa do awansu do drugiej rundy brakuje "Szóstkom" z Filadelfii, które pokonały na wyjeździe Miami Heat 106:102 i w play off prowadzą 3-1.