I to widać po rezerwowym Arsenalu Londyn w meczach kadry, choćby w eliminacjach z Peru, gdzie wbił samobója czy w tym jednym z ostatnich towarzyskich z Francją. W ekipie Kanonierów występuje od święta. Dosłownie. Swój pierwszy ligowy występ w obecnym sezonie zaliczył w Wielkanoc. Drugi w miniony weekend z West Ham United, zaraz po tym jak trener Arsene Wenger oświadczył, że po 22 latach odchodzi z klubu.
 
Ospina od 2014 roku w Arsenalu przesiedział na ławce rezerwowych aż 97 meczów ligowych. W lidze, w ostatnich trzech sezonach wyszedł w pierwszym składzie ledwie osiem razy. Nieco częściej występuje jedynie w meczach pucharowych. Kolumbijskie media wręcz entuzjastycznie zareagowały na rezygnację Wengera. Sugerują, że Ospina wreszcie dostanie trochę oddechu. Problem przed mundialem raczej nie zniknie. Wenger w meczach z Atletico Madryt w Lidze Europy i Manchesterem United w Premier League wystawi znów wracającego do zdrowia Petra Cecha.
 
Dlatego w Kolumbii trwają gorączkowe zabiegi, aby kadra przed wyjazdem do Rosji zyskała bardzo dobrego bramkarza. Dotychczasowi rezerwowi Ospiny (Cuadrado, Castellanos, Vargas), występujący w lidze kolumbijskiej nie są nawet zbliżeni do niego klasą. Dlatego we wszystkich osiemnastu meczach eliminacyjnych od początku do końca grał Ospina.
 
Tuż przed mundialem podobnie jak w wielu innych reprezentacjach pojawia się pokusa pójścia nieco na skróty. Głośno jest w ostatnich dniach o możliwości gry dla Kolumbii rewelacyjnego bramkarza River Plate - Franco Armaniego. Argentyńczyk przeszedł już wszystkie formalne etapy niezbędne do uzyskania kolumbijskiego obywatelstwa i teraz jest tylko kwestia tego, który z trenerów powoła go do kadry na mundial. Opiekun Argentyńczyków Jorge Sampaoli czy Kolumbijczyków Jose Pekerman,
 
Armani wyjeżdżał z Argentyny jako młody chłopak (dziś ma 31 lat) i w Atletico Nacional Medellin (słynny klub narkotykowego barona Pablo Escobara) zdobył aż 13 różnych trofeów, dzięki czemu stał się najbardziej utytułowanym zawodnikiem tej drużyny w historii. W 2016 roku poprowadził ekipę z Medellin do zwycięstwa w Copa Libertadores (odpowiednik naszej Ligi Mistrzów). Wrósł w Kolumbię, ożenił się z Kolumbijką, ale przed mundialem postanowił wrócić do ojczyzny. Za 3 mln euro kupiło go River Plate, co jak na warunki argentyńskie i pozycję nie najmłodszego bramkarza jest kwotą naprawdę sporą. W klubie z Buenos Aires Armani wciąż gra świetnie.
 
Argentyńskie sportowe tytuły jak „Ole” wręcz grzmią w kierunku Sampaolego: „Patrz jak on gra, powołaj go do kadry! Natychmiast!”. To nie apel, to wręcz żądanie po tym jak w ostatniej kolejce Armani zatrzymywał ataki Arsenalu de Sarandi (Sampaoli był na trybunach). Przypomina się także, że Franco to ziomek trenera, bo obaj urodzili się w prowincji Santa Fe. Ani w Argentynie ani w Kolumbii nikt nie ma wątpliwości, że Aramani jest w tej chwili najlepszym bramkarzem grającym w Ameryce Południowej.
 
Pytanie tylko czy selekcjoner Albicelestes zechce wbić klin w swój zespół i rozbije tercet pewnych siebie i szykujących się już do wyjazdu do Rosji rutynowanych bramkarzy po trzydziestce - Romero, Caballero, Guzman. Teoretycznie taka potrzeba istnieje, bo dwa pierwsi w ogóle nie grają w swoich klubach – Manchesterze United i Chelsea Londyn, a Guzman występuje systematycznie w meksykańskim Tigres, ale doświadczenia reprezentacyjnego ma mało. Ostatni przegrany towarzyski mecz z Hiszpanią 1:6 też skłania do refleksji.
 
Nie jest jednak oczywiste jaki wpływ będzie miało ewentualne powołanie Armaniego na tzw. team spirit. A przecież powszechnie wiadomo, że szatnią wicemistrzów świata od lat nie rządzą selekcjonerzy, ale Leo Messi i spółka...
 
Armani chciałby oczywiście w pierwszej kolejności zagrać dla Argentyny, ale jego agent Martin Araoz twierdzi, że jego klient nigdy nie był tak blisko, aby założyć koszulkę „Tricolores”. Czy to tylko menedżerska gra na wymuszenie powołania od Sampaolego czy za chwilę Armani zastąpi Ospinę w bramce Kolumbii przekonamy się za kilka dni.