Bochniewicz: Presja ciąży na Lechu Poznań

Piłka nożna
Bochniewicz: Presja ciąży na Lechu Poznań
fot. Cyfrasport

Piłkarze Górnika Zabrze w sobotę zagrają na wyjeździe z liderującym tabeli Lechem Poznań w 33. kolejce ekstraklasy. „Na rywalach ciąży presja. Oni muszą wygrać, my – możemy i niech zwycięży lepszy” – powiedział obrońca zabrzan Paweł Bochniewicz.

Beniaminek elity Górnik jest przed tym spotkaniem piąty ze stratą ośmiu punktów do poznaniaków.

 

„My nie kalkulujemy, nie zastanawiamy się, jakie miejsce na koniec możemy zająć. Po prostu jedziemy na mecz, by go wygrać, jak zawsze” – dodał zawodnik wypożyczony z włoskiego Udinese.

 

W ostatniej kolejce zespół trenera Marcina Brosza na własnym stadionie przegrał z płocką Wisłą 0:1.

 

„Każdy mecz, zakończony negatywnym wynikiem, boli. To normalne. Trzeba go obejrzeć jeszcze raz, wyciągnąć wnioski, poprawić grę i nie popełniać tych samych błędów” – ocenił stoper.

 

Jego zdaniem w Poznaniu konieczna będzie gra poszczególnych formacji niedaleko siebie.

 

„Musimy rywalom zostawić jak najmniej miejsca, bo wiemy, że Lech potrafi grać w piłkę, a jego środkowi pomocnicy potrafią wykorzystać wolną przestrzeń. No i trzeba pilnować bramkostrzelnego napastnika (Christiana Gytkjaera)” – wyjaśnił Bochniewicz.

 

Jego zdaniem walczący o mistrzostwo „Kolejorz”, grając przed własną publicznością, będzie pod presją.

 

„I to jest fajne, bo my możemy wyjść na boisko, cieszyć się grą, pokazać swoje umiejętności” - zakończył.

 

Szkoleniowiec zabrzan stawia na młodych zawodników, jednym z nich jest pomocnik Wojciech Hajda, który 23 maja skończy 18 lat, a jeszcze rok temu chodził na stadion Górnika tylko w charakterze kibica.

 

„Na pewno rozwinąłem tutaj umiejętności. Największy postęp zrobiłem pod względem taktycznym. Bo gra juniorska od seniorskiej bardzo się różni” – stwierdził piłkarz.

 

Przyznał, że większe wrażenie wywarło na nim wejście w debiucie na boisko jako rezerwowy w spotkaniu z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, niż potem w podstawowej jedenastce w meczu z Zagłębiem Lubin.

 

„Zmieniałem w dodatku Igora Angulo, było przyspieszone bicie serca. Kiedy trener powiedział mi, że jestem w pierwszym składzie, pomyślałem - w końcu. Bo cały czas na to czekałem. Nie stresuję się przed meczami, to raczej jest pozytywna adrenalina” – stwierdził Hajda.

 

Choć zebrał za dotychczasowe występy pozytywne opinie od trenera Brosza, nie chciał swojej gry oceniać.

 

„Zawsze coś można zrobić lepiej, zawsze coś się znajdzie do poprawy. Zresztą czasem można być przekonanym, że rozegrało się dobry mecz, a potem w telewizji widać popełnione błędy” – zauważył pomocnik.

jk, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze