Fogiel z Paryża: Blanc się rozwodzi jak Lewandowski...

Piłka nożna
Fogiel z Paryża: Blanc się rozwodzi jak Lewandowski...
fot. PAP/EPA

Co łączy, a właściwie łączyło, Didiera Deschampsa i Laurenta Blanca? Mieli tego samego agenta od kilkunastu lat, Jean-Pierre'a Bernesa. Od środy Blanc postanowił zakończyć współpracę z kontrowersyjnym agentem. Czyli podobnie jak ostatnio Robert Lewandowski.

Dziwne jest zachowanie niektórych piłkarzy o znanych nazwiskach, bo im więcej machlojek na koncie agentów, tym więcej przygarniają do siebie słynnych zawodników. Przez wiele lat Bernes był persona non grata w kuluarach FFF (Francuskiej Federacji Piłki Nożnej). Federacja miała ku temu poważne powody.

Przypomnijmy, że w 1993 roku Bernes, wtedy dyrektor Olmpique Marsylia, razem ze swoim prezesem, słynnym Bernardem Tapie, dokokonali karygodnego czynu przekupstwa kilku piłkarzy Valenciennes, co odbiło się szerokim echem w piłkarskim świecie. Ale od tamtej chwili minęło już 25 lat. Mało kto o tym pamięta.

Trudno jednak zrozumieć, że Bernes, któremu FFF nie powinna była wydać licencji agenta, cieszy się dalej tak dużym wzięciem wśród piłkarzy (Valbuena, Ribery czy Fekir). Ale to nie był powód rozwodu z Laurentem Blankiem. Po prostu dawny trener PSG miał już dosyć czekania na zatrudnienie u jednego z potentatów europejskiego futbolu. Obojętnie czy byłaby to klasowa reprezentacja, czy jakaś znana firma klubowa. W tym wypadku chodziło o wielką Barcelonę. 52-letni Blanc miał żal do swojego agenta, że za mało działał, by to on, a nie Ernesto Valverde, objęli funkcję trenera w sławnym katalońskim klubie.

Dziwi szczególnie sposób, w jaki doszło do rozstania. Tu też można mówić o ewenemencie na skalę światową. Otóż Blanc wykonał telefon do AFP (jednej z największych agencji prasowych na świecie) i podyktował lapidarny komunikat:

"Dziękuję Alainowi i Jean-Pierre’owi za rady, których udzielili mi podczas mojej kariery.".

Alain to Miglaccio, mieszkajacy w Lozannie, agent... Zinedine’a Zidane’a, który współpracował z Bernesem i dzielił się z nim prowizjami. Kiedy ostatnio Bernes nie dotrzymał słownej umowy z Migliaccio, podobno Blanc sam uregulował część należącą do nie mogącego jawnie dzialać agenta. Migliaccio został skazany kilka lat temu na pięć lat więzienia oraz otrzymał grzywnę 9,2 miliona euro za przekręty podatkowe w Hiszpanii. Przeprowadził się do Szwajcarii, skąd nie może być wydalony, bo za przestępstwa podatkowe nie można kogoś z tego kraju wydalać. Dziwne, że do dzisiaj ten pan działa bezkarnie i dalej cieszy się dużym zaufaniem. Podobno załatwił w grudniu klub w Szwajcarii dla Enzo, syna Zinedine’a.

Skomplikowanie to wszystko wygląda, ale tak właśnie wygląda dzisiejsza piłka. Dużo jest w niej podejrzanego biznesu, a mało czystej gry i to w tych najwyższych sferach, a FIFA rozkłada bezradnie ręce. Nie mogąc wiele wskórać, najwyższa instancja podała do wiadomości, że każdy może być agentem, a licencje nie są potrzebne.

Blanc poszedł więc jakby tropem Roberta Lewandowskiego, który również zmienił niedawno swoich agentów, z nadzieją, że szybko znajdzie bardziej wpływowego agenta, ktory zadziała sprawniej w jego interesach.

Dawny selekcjoner "Trójkolorowych" ma już dość bezrobocia, chciałby ponownie zaistnieć w roli trenera. Chociaż biedy nie klepie, za 22 miliony euro odszkodowania, które otrzymał od PSG można przecież dobrze żyć i to przez kilkanaście najbliższych lat.

Tadeusz Fogiel, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze