Przed laty Haye był znakomitym pięściarzem wagi junior ciężkiej. Szybkim, dynamicznym, bardzo mocno bijącym. Szkoda, że nigdy nie doszło do walki z Tomaszem Adamkiem, gdy byli mistrzami świata tej kategorii. Po prostu się minęli. Gdy Haye efektownie zadebiutował w wadze ciężkiej nokautując Monte Barretta, Adamek kończył przygotowania do pierwszej walki ze Steve’em Cunninghamem, któremu miesiąc później odebrał pas IBF w junior ciężkiej.


Ale Anglik dokonał czegoś więcej. Rok później problematycznie (dwa do remisu) pokonał olbrzymiego Rosjanina Nikołaja Wałujewem i został mistrzem świata WBA.


Później stoczył pojedynek z Władimirem Kliczką za który zarobił kupę forsy. Nie dał sobie zrobić krzywdy, ale sam nie zaryzykował. Potwierdza się więc opinia, że jeśli już decyduje się obrabować bank, to robi to jak najmniejszym kosztem. Mówiąc krótko nie ryzykuje zbyt wiele. Wystarczy przypomnieć sobie zwycięskie pojedynki z podstarzałym Johnem Ruizem, z bardzo przeciętnym na zawodowych ringach złotym medalistą igrzysk w Sydney (2000) Audleyem Harrisonem, czy Derreckiem Chisorą. Na każdym z nich dobrze zarobił, a ryzykował niewiele.


Później miał dłuższą przerwę i gdy wrócił szukał łatwego łupu. Po walkach na przetarcie z Marco De Morim i Arnoldem Gjergajem, wybrał Tony’ego Bellew licząc, że pójdzie mu równie łatwo, ale za nieporównywalnie większe pieniądze. Bellew był rywalem z niższej kategorii, wcześniej walczył w wadze półciężkiej, a gdy przeniósł się do junior ciężkiej nieoczekiwanie znokautował Ilungę Makabu i został mistrzem świata organizacji WBC.


Nieoczekiwane było też jego zwycięstwo w starciu z Hayem, dziesięć miesięcy później. Na ile przyczyną porażki była kontuzja ścięgna Achillesa, czy doznał jej już w trakcie pojedynku, czy wyszedł z nią do ringu, czy Bellew naprawdę był tak dobry, a Haye słaby, te pytania i brak na nie wiarygodnych odpowiedzi (u Haye’a prawie wszystko jest grą) dodają tylko smaku rewanżowi. Ale wystarczy przejrzeć angielską prasę, by nie mieć wątpliwości co do jednego:  nie budzi on  tak wielkiego zainteresowania, jak oczekiwano.


David Haye twierdzi, że jeśli przegra w sobotę, to zakończy karierę. Kolejna porażka z Bellew byłaby dla niego klęską, pokazałaby że w wadze ciężkiej nie ma już czego szukać.


Dla Tony’ego Bellew ten rewanż  tak naprawdę to jego druga, solidna wypłata. Wcześniej nie zarabiał zbyt wiele. Te walki ustawią go na dalsze życie, bo mało prawdopodobne, by chciał szukać guza w pojedynkach z najlepszymi w tej kategorii. Chyba ma świadomość, że to nie jest jego świat.


W rewanżu z Haye’em znów nie będzie faworytem. Poddany zostanie presji  jeszcze większej niż przed rokiem, ale wcale się nie zdziwię, gdy raz jeszcze sprawi niespodziankę. Jest w tym mistrzem.

Transmisja gali Bellew - Haye II od 20.00 w sobotę w Polsacie Sport Extra!