Czasami Don mówi także o boksie, zwłaszcza, kiedy sobotnim rywalem GGG jest w Los Angeles reprezentowany przez niego Vanes Martirosjan (36-3, 21 KO)...

 

Sala konferencyjna hotelu „Sheraton” wypełniona była po brzegi dziennikarzami, którzy chcieli zobaczyć nie tylko głównych bohaterów gali, ale także legendarnego promotora i równie legendarną w kobiecym boksie Cecilię Breakhus (32-0, 9 KO). Ta ostatnia, wspólnie z rywalką Kali Reis (13-6, 4 KO) są zresztą częścią historii będąc pierwszymi zawodniczkami pokazywanymi w przekazie HBO.  King  jak zwykle nie zawiodł, pojawiając się w swojej znanej od dekad jeansowej kurteczce nabitej cekinami, podobiznami, znaczkami najrożniejszych federacji (dominuje WBC), a tym razem także wielkim znaczkiem z podobizną Donalda Trumpa.
 
 „Żeby być wielkim, trzeba też przegrać. Może GGG będzie jeszcze większy jak dozna porażki? Obiecuję, że damy Gołowkinowi rewanż. Niech udowodni jaki potrafi być dobry po porażce. To walka przeznaczenia! Walka po której Armeńczyk Martirosjan przejdzie do historii” – wykrzykiwał King. 
 
„O niczym innym, większej walce nawet nie mogłem marzyć. Tak jak mowi Don – to moja walka przeznaczenia. Nie mogę się doczekać  soboty z GGG – mógłbym walczyć już teraz” – dodał Martirosjan, który podobnie jak GGG wystepował (w barwach USA) podczas igrzysk olimpijskich w Atenach. „Don, znamy sie bardzo długo, ale muszę cię rozczarować – nie będzie wygranej” mówił do mikrofonu trener Gołowkina, Abel Sanchez. 
 
Wszyscy ryknęliśmy śmiechem, kiedy mikrofon wychwycił zrezygnowane słowa Kinga” „no wiem...”, ale sam Gołowkin podchodzi do sprawy bardzo poważnie bo inaczej pewnie nie potrafi. „Wiem, czego się ode mnie oczekuje. Jestem normalnym facetem, bo Vanes to dobry pięściarz i spodziewam się dobrej walki. Dziękuję wszystkim, którzy popierają prawdziwy boks”. Jak długo potrwa „dobry boks”? Tego GGG nie zdradził.