Poznańska lokomotywa mocno wyhamowała w rundzie finałowej. Lech doznał trzeciej z rzędu porażki przed własną publicznością, co przy jednoczesnej wygranej Legii z Wisłą Płock mocno go oddaliło od mistrzowskiego tytułu. Jagiellonia awansowała na fotel wicelidera i ma znacznie większe szanse na dogonienie warszawian.

 

Dwa miesiące temu podopieczni Nenada Bjelicy rozbili u siebie drużynę z Białegostoku aż 5:1, choć to rywale pierwsi objęli prowadzenie. Środowe spotkanie zaczęło się niemal identycznie, tyle, że zamiast Arvydasa Novikovasa na listę strzelców wpisał się Cillian Sheridan. Litwin miał jednak bardzo duży udział przy tym golu, bowiem łatwo oszukał Roberta Gumnego i wystawił swojemu koledze piłkę na tacy.

 

Goście w pierwszym kwadransie sprawiali lepsze wrażenie. Dośrodkowania w pole karne sprawiały trochę kłopotu lechitom, a bramkarz Matus Putnocky musiał być mocno skoncentrowany.Po stracie gola poznaniacy z większą werwą zaatakowali bramkę Mariana Kelemena. Gumny co rusz wrzucał piłki w pole karne rywali, ale nie zawsze trafiały do adresatów, albo też piłkarze Lecha dokonywali złych wyborów. Białostoczanie nie pozostawali dłużni, a ich akcje były nawet groźniejsze. Defensywa poznańskiego zespołu miała spore kłopoty z upilnowaniem Sheridana, który często dochodził do sytuacji strzeleckich.

 

Najlepszą okazję na wyrównanie gospodarze mieli w 33. min., kiedy to po dośrodkowaniu Gumnego obrońca Jagiellonii Ivan Runje chciał zażegnać niebezpieczeństwo i trafił w poprzeczkę własnej bramki. Dobitka Kamila Jóźwiaka była już niecelna.

 

Bjelica już w przerwie wzmocnił siłę ofensywną swojego zespołu, wprowadzając Macieja Makuszewskiego w miejsce Wołodymyra Kostewycza. Reprezentant Polski nie zdążył się "rozkręcić", gdy podopieczni Ireneusza Mamrota podwyższyli wynik. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki najwyżej wyskoczył Bartosz Kwiecień i głową pokonał Putnocky’ego.

 

Po drugiej bramce z poznańskich piłkarzy zupełnie uszło powietrze. Tak bezradnie grającej drużyny w drugiej połowie kibice Lecha dawno nie wiedzieli. Trudno się zatem dziwić frustracji na trybunach. "Miał być mistrz Polski, a będzie mistrz Wielkopolski" – kpili najzagorzalsi fani "Kolejorza". Na boisku brakowało zawodnika, który wziąłby ciężar gry na swoje barki i wstrząsnął drużyną.

 

Jagiellonia grała bardzo rozsądnie, nie dała rywalowi rozwinąć skrzydeł. Goście nie forsowali tempa, ale skutecznie rozbijali chaotyczne ataki lechitów, którzy w drugiej odsłonie nie potrafili wykreować żadnej okazji bramkowej.

 

Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2 (0:1)

Bramki: Sheridan 16, Kwiecień 56

 

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz (46. Maciej Makuszewski) - Mario Situm, Łukasz Trałka, Darko Jevtic (64. Ołeksij Chobłenko), Maciej Gajos, Kamil Jóźwiak - Christian Gytkjaer (72. Elvir Koljic)

 

Jagiellonia Białystok: Marian Kelemen - Łukasz Burliga, Ivan Runje, Nemanja Mitrovic, Guilherme Sitya - Przemysław Frankowski (82. Jakub Wójcicki), Bartosz Kwiecień (72. Piotr Wlazło), Martin Pospisil (74. Karol Świderski), Taras Romanczuk, Arvydas Novikovas - Cillian Sheridan

 

Żółte kartki: Makuszewski - Burliga, Wlazło

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom) Widzów: 24288