Belgijski szkoleniowiec naszej  kadry siatkarzy jest inny od swych poprzedników. Nikt jeszcze nie wie jakie będą  tego efekty, to pokaże przyszłość, ale nie ma wątpliwości co do tego, że różni się od nich zdecydowanie. Wystarczy popatrzeć i posłuchać. Heynen tryska energią, słowa wyrzuca z siebie z szybkością karabinu maszynowego, z miejsca nawiązuje też kontakt ze swoimi rozmówcami.

 

Z zawodnikami też. Wcześniej rozmawiał z każdym, jeśli nie mógł osobiście, to dzwonił. Z tymi, których nie powołał też się kontaktował, tłumacząc dlaczego nie widzi dla nich miejsca.

 

Rewolucji w kadrze nie będzie, nie ma takiej potrzeby, swoje szanse dostaną starsi i młodsi. Obecny w Spale Bartosz Kurek sprawia wrażenie człowieka, który dojrzał i zamierza jeszcze powalczyć o swoją pozycję w kadrze. Kiedyś był jej liderem, Andrea Anastasi zaczynał przecież ustalanie składu od niego. Teraz to on będzie musiał przekonać do siebie Heynena.

 

W reprezentacji jest na razie pięciu atakujących: Dawid Konarski, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj, Damian Schulz i Kurek, który ostatnio grał na swojej starej pozycji, przyjmującego. Ale atak, to jego naturalne środowisko, przed igrzyskami w Rio de Janeiro był pierwszym atakującym, a Konarski rezerwowym.

 

Każdy z tej piątki ma nadzieję, że wygra wewnętrzną rywalizację. Wiele się w ich siatkarskim życiu dzieje, wszyscy przecież zmieniają kluby: Konarski podpisał znakomity jak na polskie warunki kontrakt z Jastrzębskim Węglem i opuszcza Turcję.

Kaczmarek będzie grał w Kędzierzynie Koźlu, Schulz w Rzeszowie, a Muzaj w Gdańsku. Nie wszystkie informacje są jeszcze potwierdzone, ale to kwestia czasu.  Tylko Kurek tajemniczo milczy, gdy pada pytanie, z którym klubem, na jakim kontynencie się zwiąże.

Na razie najważniejsza jest reprezentacja. Najpierw Liga Narodów, a później, we wrześniu, mistrzostwa świata.

 

Heynen zapytany o cele odpowiada, że chce w każdym meczu widzieć zespół walczący do końca, ale sport to nie tylko zwycięstwa. Tyle że on nie znosi przegrywać nawet towarzyskich spotkań.  

 

Dziś w kadrze najstarszym jest 30 letni Grzegorz Łomacz, co tylko potwierdza, że idzie młodość. Heynen odesłał wprawdzie kilku mistrzów świata juniorów do domów, ale w każdej chwili może po nich sięgnąć. Z tego złotego grona zostali tylko Bartosz Kwolek, przyjmujący ONICO i Jakub Kochanowski, od nowego sezonu środkowy Skry, który zastąpi tam Serba Srećko Lisinaca. 20 letni, były już  siatkarz Indykpolu Olsztyn (czwarte miejsce w PlusLidze) będzie rywalizował z Piotrem Nowakowskim, Bartłomiejem Lemańskim i Mateuszem Bieńkiem,  który po Final Four w Kazaniu, a później krótkim odpoczynku, przyjedzie na zgrupowanie.

 

Kwolek z kolei ma obok  siebie niewiele starszych, Aleksandra Śliwkę i Bartosza Bednorza, którego w kolejnym sezonie zobaczymy w lidze włoskiej. Jest też Mateusz Mika, a w sobotę ma się stawić kapitan Michał Kubiak.

 

Dwa dni później do Spały dotrze też mistrz Grecji, rozgrywający Fabian Drzyzga, który z Pireusu przenosi się na nowy sezon  do Nowosybirska. W kadrze na nim i Łomaczu opierać się będzie rozegranie, ale Heynen uważnie przyglądać  się będzie ewentualnym zmiennikom, takim chociażby jak Marcin Janusz i Marcin Komenda. Pierwszy z nich, gdy zastępował kontuzjowanego Łomacza w Skrze, radził sobie więcej niż dobrze.

 

Pierwsze decyzje kadrowe Heynen też będzie musiał podejmować szybko. W przyszłą sobotę w Katowicach Poalcy zagrają bowiem z Kanadą prowadzoną przez byłego trenera naszej kadry Stephane’a Antigę, a tydzień później rozpoczyna się Liga Narodów (dawna Liga Światowa) i przegląd wojsk, po którym belgijski szkoleniowiec naszej narodowej drużyny wiele sobie obiecuje.

 

Pierwsze wrażenia jakie wyniosłem z krótkiego pobytu w Spale są pozytywne. Jest dużo dobrej energii i młodych, choć znajomych twarzy, które wróżą lepszą przyszłość naszej męskiej siatkówce. Oby to wszystko potwierdziło się na boisku.