Tokarska: Ciężko pracować! Innej drogi nie ma

Piłka nożna

Czwartkowy finał Pucharu Polski kobiet w Łodzi – mówiąc delikatnie – nie powalił na kolana. Mimo, że grały w nim mistrzynie i wicemistrzynie kraju. Poza tym zarówno w Górniku Łęczna jak i Czarnych Sosnowiec występują ważne ogniwa reprezentacji. Oto, dlaczego tak się stało i co zrobić by w tak prestiżowym meczu także frekwencja była odpowiednia zapytaliśmy byłą reprezentantkę Polski, trzykrotną zdobywczynię Pucharu Polski z Czarnymi i ekspertką Polsatu Sport Joannę Tokarską.

Bożydar Iwanow: Byłaś rozczarowana poziomem finału czy taki jest w tej chwili „stan rzeczy” nawet czołowych klubów naszej piłki?

 

Joanna Tokarska: Byłam trochę rozczarowana, ale głównie dyspozycją Czarnych Sosnowiec. Spodziewałam się bardziej wyrównanego meczu. Z drugiej strony mam świadomość, że trener Grzegorz Majewski dysponuje bardzo wąską kadrą i po prostu po całym, dodajmy zakończonym sukcesem sezonie ligowym. zabrakło im po prostu paliwa na finał. Sam poziom meczu był, jaki był, każdy wie w jakim miejscu jesteśmy w Europie. W klubach mają tego świadomość więc trzeba po prostu ciężko pracować. Innej drogi nie ma.

 

Górnik Łęczna zaprezentował większą jakość piłkarską, miał konkretny pomysł na grę. Pomijając indywidualne błędy, po których zresztą padały wszystkie gole w tym meczu. Patrząc logicznie, mistrzynie Polski zdecydowanie lepsze piłkarki od Czarnych. W futbolu męskim częściej zdarzają się niespodzianki, np. Legia Warszawa przegrywała z Termaliką, choć wiadomo, że w Niecieczy grają dużo gorsi zawodnicy. Albo Arka ogrywała rok temu Lecha w finale Pucharu Polski. U pań tak często się to nie zdarza?

 

Pomimo tego, że to był najciekawszy pod kątem walki o mistrzostwo sezon od lat, to nie wyobrażam sobie, że np. 10 zespół w tabeli wygrywał z liderem. Za duża różnica w motoryce, umiejętnościach itd. Podaż dobrych piłkarek u nas jest taka, że jak pojawia się gdzieś niżej jakiś talent to od razu ma propozycje od całej ligi praktycznie.

 

Przypatrywaliśmy się z zainteresowaniem reprezentantkom Polski przed meczem eliminacji do mistrzostw Świata ze Szkocją. W mojej ocenie najlepiej prezentowały się defensywne pomocniczki Gabriela Grzywińska i Sylwia Matysik, a w Sosnowcu stoperka Dagmara Grad. Zgadzasz się?


Zgadzam się. Na pewno cieszy mnie, jak Matysik rozwinęła się w Łęcznej. Dobrze wygląda pod względem motorycznym, jest silna, zdecydowana, zresztą ksywa „Gennaro” nie jest przypadkowa. Widać po niej widać, że musi biegać, bo jak stoi to się … męczy. Co do Grzywińskiej, to żałuję, że trener Miłosz Stępiński nie widzi jej w swojej koncepcji. Według mnie ma duży potencjał i liczę, że jednak prędzej czy później zadomowi się w kadrze. Dagmara Grad to ciekawy przypadek bo ma już 28 lat, a patrząc jak podniosła swój poziom w ostatnim czasie to można dawać ją jako przykład, że warto ciężko pracować, bo na każdym etapie kariery można się rozwijać. Ona akurat bardzo dużo dodatkowo sama pracuje i są tego efekty.

 

Nie martwi cię trochę dyspozycja Eweliny Kamczyk. Piłkarka, która w lidze strzela dwa razy więcej goli niż druga w klasyfikacji strzelczyń, nie błyszczała bardziej niż inne zawodniczki ofensywne?


Ciężko od niej oczekiwać, że w każdym meczu, przez cały sezon będzie strzelać po kilka goli. Ale fakt, że ma lekką zadyszkę i nie błyszczy w ostatnich tygodniach. To nie jest jednak jakiś wielki problem. Bardziej niepokoi mnie to, jak wygląda pod względem motorycznym, szczególnie w meczach kadry na tle mocniejszych rywali. Jak Szkocja i Szwajcaria. To jest materiał do analizy. I dla niej, i dla trenerów.

 

Byłaś na finale Pucharu Anglii na Wembley, oglądałaś w telewizji finał Pucharu Niemiec. Teraz zanotowałaś przeskok na garstkę kibiców w Łodzi. Wielkiego zainteresowania kibiców ani mediów nie było. Dlaczego i co z tym fantem zrobić? Bo i dziewczynom być może udzielił się. One zasługiwały na wyższą frekwencję, promocję i oprawę.

 

Jest postęp jeżeli chodzi o oprawę meczu i samą celebrację. Ale brakuje mi szerszego podejścia do samego dnia meczowego. Tu trzeba włożyć dużo pracy i mieć pomysł na to. Odpowiedni dobór terminu i lokalizacji, organizacji imprez towarzyszących typu turnieje dla dziewczynek itd. podniosłyby znacząco frekwencję. Przykład Radomia, gdzie rok temu był pełny stadion pokazuje, że ludzie przyjadą, ale niekoniecznie w dużym mieście i w długi weekend. Do tego trzeba dołożyć mnóstwo pracy przy promocji samego meczu. To są rzeczy do zrobienia i myślę, że powinniśmy tego oczekiwać od osób, któreś się tym zajmują lub będą zajmować.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze