Jolanta Zasępa: Przygotowania do gali Babilon MMA 4 idą pełną parą, czy jest jeszcze coś, nad czym trzeba popracować?

Szymon Kołecki: Na pewno wypoczynek i stan fizyczny, bo cięzki, 7-tygodniowy okres przygotowań spowodował zmęczenie organizmu. Teraz jest taki etap łapania szybkości i świeżości.

Czy Ivo Cuk to najtrudniejszy rywal w pana karierze MMA? Jak by pan go scharakteryzował?

Gala Babilon MMA 4 pokaże, czy Ivo jest moim najtrudniejszym przeciwnikiem. Być może sportowo jest najlepszy, ale ja też jestem bardziej doświadczony i lepiej rozwinięty w stosunku do moich poprzednich występów. Z każdym miesiącem nabieram nowych doświadczeń i umiejętności, także nawet jeśli moi poprzedni rywale byli słabsi, to i ja byłem słabszy. Mówiąc to, że Ivo jest sportowo lepszy, mam nadzieję, że znowu to ja wypadnę lepiej.

Ivo Cuk ostatnie dwie walki przegrał przez nokaut w pierwszej rundzie. Pan z kolei wygrał wszystkie pięć pojedynków przed czasem - także przez nokaut i także w pierwszej rundzie. Czy możemy spodziewać się podobnego scenariusza na najbliższej gali?

W ogóle Ivo jeśli wygrywa lub przegrywa swoje walki, to zazwyczaj w pierwszej rundzie. Jest bardzo dynamiczny, silny i jeżeli uda mu się sprowadzić rywala, to szybko go wykańcza. Byłoby to dla mnie duże zaskoczenie jeśli walka wyszłaby poza pierwszą rundę.

Co takiego jest w MMA, że zdecydował się pan zająć się tym na poważnie?

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie czym jest MMA i co mnie w nim pociąga. Jest adrenalina, duże wydarzenie, spektakl, są treningi, które bardzo lubię, świetne zarobki, bez których MMA by nie istniało, są rzesze kibiców. To sport na najwyższym poziomie.

Co jest najtrudniejsze w mieszanych sztukach walki?

Dla takiego zawodnika jak ja, to emocje przed walką, bo ja jestem ciągle początkującym zawodnikiem, ćwiczę MMA niespełna półtora roku. Jednak w związku z tym, że mam ponad dwadzieścia lat startów na dużych arenach międzynarodowych, potrafię sobie z tym stresem radzić.

Niemniej jednak, w jednym z wywiadów wspominał pan, że walczy ze stresem i natręctwami, które pojawiają się przed każdą galą. Czy wcześniej w pana karierze sztangisty aż taki stres się nie pojawiał?

Wiadomo, że startując na igrzyskach olimpijskich jest duży stres. Pamiętam, że przed moimi ostatnimi igrzyskami w Pekinie siedząc przed ważeniem dopadły mnie dziwne emocje. Mówię: "Szymon, po co to sobie robisz? Wystartuj i daj sobie z tym spokój!". Potem kończą się zawody i człowiek juz tęskni za treningami i kolejnym startem. Tak to jest w sporcie, bez emocji się nie da. Ważne jest to, jak ktoś je opanuje i wykorzysta.

Czy przygotowuje się pan również pod kątem psychologicznym do walk w klatce? Czy ma pan trenera mentalnego?

Tak, pracuję z psychologiem sportowym Kamilem Wódką. Psychologia sportowa to nie jest tylko uspokajanie się przed walką, to również praca nad dodatkową motywacją czy wizualizacją. Dzięki wizualizacjom, które robię z Kamilem, szybciej się uczę, bo wielokrotne odtwarzanie akcji, które wykonuję, ma wpływ na to, co sobie koduję w mózgu.

Od kiedy współpracuje pan z trenerem mentalnym?

Bodajże trzeci miesiąc. To, że współpracuję z psychologiem sportowym nie oznacza, że ja poczułem, że muszę z nim pracować. Po prostu zacząłem się zastanawiać nad tym, co jeszcze sprawi, że moje treningi i starty będą bardziej efektywne. Szukam wszystkich możliwych rozwiązań, od dietetyki i rehabilitacji, po treningi funkcjonalne, nie mówiąc juz o treningach na macie i wielu dyscyplinach, które trenuję, aż po psychologię i każdą inną dziedzinę. Jestem w wieku dość zaawansowanym jak na sportowca i staram się spróbować wszystkich dostępnych sposobów, by podnieść swoje możliwości.

Mówił pan, że chciałby zawalczyć z dziesięcioma mocnymi rywalami w MMA. Tacy na pewno są w KSW.

Mówiłem, że w ogóle wszystkich walk chciałbym stoczyć około dziesięciu. Teraz będzie moja szósta walka, z Tomkiem Babilońskim mam podpisany kontrakt jeszcze na dwa kolejne pojedynki. Co przyniesie przyszłość? Nie wiem. Po ośmiu walkach będe się zastanawiał nad moją przyszłością w MMA i kierunkiem, w jakim chcę pójść.

Czy będzie pan obecny na gali KSW 44 w Ergo Arenie?

Bardzo bym chciał być na gali, ale odbieram wieczorem mamę z lotniska, a rano mam zaplanowany wylot na krótkie, 7-dniowe wakacje z rodziną. KSW obejrzę prawdopodobnie na komputerze oczekując na mamę.

Komu będzie pan kibicował na gali KSW 44?

Przede wszystkim Marianowi Ziółkowskiemu, to mój kolega z maty. Ta gala nabrała dla mnie dużych kolorów, dzięki temu, że Marian walczy. Nie mam poza tym ulubieńców walczacych na tej gali. Są walki, które mnie bardzo ciekawią, jak na przykład Mariusza Pudzianowskiego, z którym się znam wiele lat i uważam, że czeka go trudny pojedynek. Jestem też ciekaw Michała Materli, który ma bardzo twardego, mocno bijącego przeciwnika. Myslę, że Materla już z góry to pretedent do walki wieczoru.

Mariusz Pudzianowski czy Karol Bedorf?

Właśnie tu mam problem, bo Mariusza znam wiele lat, jesteśmy dobrymi kolegami, natomiast wydaje się, że Karol ma większe umiejętności na każdej płaszczyźnie. Może poza sercem do walki, bo tego chyba nikt Mariuszowi nie odbierze, że w ciężkich momentach może się zebrać i walczyć dalej. Życzyłbym Mariuszowi, by wygrał, ale atuty są po stronie Karola.