27-letnia Polka, tegoroczna wicemistrzyni kraju, odniosła największy sukces w karierze. Już w eliminacjach grupowych zaprezentowała się z dobrej strony, wygrywając pięć z sześciu pojedynków. Pokonała m.in. Wieliką, dwukrotną wicemistrzynię olimpijską, która dwa razy była też mistrzynią globu, a łącznie pięciokrotnie stanęła na podium tej imprezy. Rosjanka po igrzyskach w Rio de Janeiro zrobiła sobie przerwę i wróciła na plansze w połowie maja, od razu wygrywając zawody Pucharu Świata w Moskwie.

 

Jedna z najbardziej utytułowanych szablistek w historii ponownie stanęła na drodze Pudy w półfinale i tym razem to faworytka nie pozostawiła złudzeń. W finale Wielika pokonała Francuzkę Cecilię Berder 15:10 i po raz czwarty wywalczyła tytuł mistrzyni Europy.

 

Dzięki udanym walkom grupowym Puda w głównej drabince została rozstawiona z "piątką", została zwolniona z 1/32 finału, a w dodatku los pozwolił jej uniknąć utytułowanych rywalek. Najgroźniejsza wydawała się Włoszka Loreta Gulotta, ale szybko odpadła. Polka w 1/16 finału pokonała Hiszpankę Laię Vilę 15:9, w kolejnej rundzie zwyciężyła Francuzkę Caroline Queroli 15:12, a w ćwierćfinale ubiegłoroczną wicemistrzynię świata Greczynkę Theodorę Gkountourę 15:12.

 

- Turniej niespodzianek, bo za takie należy uznać odległe lokaty utytułowanych Ołhy Charłan czy Jany Jegorian. Drabinka rzeczywiście Marcie ułożyła się korzystnie, ale po pierwsze sama na to zapracowała, a po drugie umiała to wykorzystać, a to też jest sztuka. Ostatnio poczyniła olbrzymie postępy, a fakt, że w grupie wygrała z Wieliką 5:0 ma swoją wymowę i świadczy o jej możliwościach. Życiowy sukces osiągnęła na imprezie rangi mistrzowskiej za co należą się jej dodatkowe słowa pochwały - powiedział PAP prezes Polskiego Związku Szermierczego Adam Konopka.

 

Co ciekawe, Puda - druga na krajowej liście kwalifikacyjnej - przed ME została wyznaczona tylko do startu indywidualnego. W drużynie ma ją zastąpić Martyna Komisarczyk.

 

Poprzednio na podium ME polski szermierz stanął dwa lata temu w Toruniu, kiedy trzecia w szpadzie była Renata Knapik-Miazga.

 

Łącznie w ME, które są rozgrywane od 1981 roku, biało-czerwoni wywalczyli 76 medali. Na ten dorobek składa się: 16 złotych, 22 srebrne i 38 brązowych (indywidualnie - 46; 9-9-28; drużynowo - 30; 7-13-10).

 

Aleksandra Shelton (AZS AWF Warszawa), bardziej znana pod panieńskim nazwiskiem Socha, zajęła 12. miejsce. W 1/16 finału wygrała z Węgierką Renatą Katoną 15:6, a w następnym etapie nie sprostała trzeciej w światowym rankingu późniejszej srebrnej medalistce Berder 8:15.

 

Na 19. pozycji sklasyfikowano Angelikę Wątor (ZKS Sosnowiec), która w 1/16 finału uległa Ukraince Alinie Komaszczuk 6:15. Na tym samym etapie z turniejem pożegnała się Małgorzata Kozaczuk, którą wyeliminowała - 15:10 - Francuzka Charlotte Lembach. Zawodniczka AZS AWF Warszawa, którą sklasyfikowano na 31. pozycji, musiała wcześniej stoczyć pojedynek w 1/32 finału, w którym pokonała Białorusinkę Hannę Iwaniszczankę 15:6.

 

Wcześniej w sobotę bez sukcesów walczyli polscy floreciści. Dwóch - Leszek Rajski (Wrocławianie) i Michał Siess (Fundacja Gdańska Szkoła Floretu) - pojedynki o awans do najlepszej "16" przegrało różnicą jednego trafienia.

 

Rajski przegrał 14:15 z Duńczykiem Thomasem Larche Bergiem, a Siess w identycznym stosunku uległ Francuzowi Maxime'owi Pauty'emu. Zajęli, odpowiednio, 23. i 26. miejsce. W 1/32 finału Rajski wygrał ze Słowakiem Cedrikiem Serrim 15:11, a Siess z Gruzinem Luką Gaganidze także 15:11.

 

Na 29. miejscu uplasował się Michał Janda (AZS AWFiS Gdańsk). W 1/32 finału pokonał on Węgra Benjamina Fruhaufa 15;13, ale w kolejnej rundzie przegrał z czwartym w klasyfikacji florecistów Brytyjczykiem Richardem Kruse 8:15.

 

W 1/32 finału odpadł z biało-czerwonych tylko Andrzej Rządkowski (Wrocławianie), który już we wczesnej fazie zawodów trafił na Giorgio Avolę i przegrał 5:15. Polak zajął 34. lokatę, a Włoch po raz trzeci z rzędu stanął na najniższym stopniu podium ME.

 

W finale Aleksiej Czeremisinow pokonał innego reprezentanta Italii, mistrza olimpijskiego z Rio Daniele Garozzo 15:14, czym powtórzył sukces sprzed sześciu lat.