31-letni skrzydłowy ma 15 występów w zespole narodowym, w których zdobył dwie bramki. Zawodnik pochodzenia tunezyjskiego miał swoje pięć minut, jednak od dwóch lat zniknął w czeluściach rezerw Paris Saint-Germain i przestał być brany pod uwagę przez selekcjonera Didiera Deschampsa.
 
Niepokorny Ben Arfa, którego gigantyczny talent został zaprzepaszczony przez problemy wychowawcze w ostrych słowach wypowiedział się na temat złotych medali MŚ 2018, oczekując... odejścia selekcjonera.
 
"Gdybym nazywał się Deschamps, podałbym się do dymisji" - zaczął Ben Arfa we "France Football". "Jasne, cieszę się ze złota. Jednak nie można tłumaczyć wszystkiego mistrzostwem świata. Styl naszej drużyny był niezwykle brzydki i ciężki do oglądania. Nie chcę, aby stał się on normą dla naszych klubów. Mam wrażenie, że taka gra może się obrócić przeciwko nam w najbliższym czasie, może już najbliższych mistrzostwach Europy" - kontynuował cyniczny wywód napastnik Paris Saint-Germain.
 
Ben Arfa twierdzi, że posiadając takie nazwiska jak Antoine Griezmann czy Kylian Mbappe powinni grać zdecydowanie ofensywniej i piękniej dla oka. "Mamy zbyt utalentowanych piłkarzy, by zabijać futbol. Czapki z głów dla Deschampsa, ale na jego miejscu odszedłbym w chwale jak Zinedine Zidane w Realu" - zakończył 31-latek, który wiele lat temu grywał w barwach Trójkolorowych.
 
Deschamps "maczał palce" przy obu mistrzostwach świata Francuzów. W 1998 wygrywał je jako piłkarz, kilka dni temu jako selekcjoner.