Maciej Turski: Wracasz po dwóch porażkach w UFC i jest to dla Ciebie nowa sytuacja. Mentalnie jesteś przygotowany na kolejny pojedynek z nieco większą presją?


Damian Stasiak: Jestem spokojny. Postaram się wykonać swoją pracę. Wiem, że trenowałem naprawdę ciężko, czuję się naprawdę dobrze i nie doskwierają mi żadne kontuzje. Mentalne nastawienie? Będę po prostu chciał zawalczyć mądrzej niż ostatnio i postaram się w każdej rundzie zaznaczyć swoją przewagę. Zobaczymy jaki będzie efekt końcowy.


Wracasz po dość długiej przerwie, bo ostatnią walkę stoczyłeś w październiku ubiegłego roku. Dłuższy rozbrat z oktagonem był również podyktowany Twoimi potrzebami?


Najważniejsza sprawa - w końcu mogłem cały okres przygotowawczy trenować na pełnych obrotach. Mogłem się skupić tylko na zajęciach i wydaje mi się, że wyjeżdżam na walkę w najlepszej formie w karierze. Mam nadzieję, że uda się przełożyć doskonałą dyspozycję, 100 % moich możliwości już na walkę.


Jak wyglądał okres przygotowawczy? Wiemy, że dzieliłeś go na współpracę w wielu klubach.


Główne przygotowania oczywiście odbyłem w swoim klubie United Gym w Aleksandrowie Łódzkim. Równocześnie trenowałem w drugim klubie Shark Top Team w Łodzi, z którym współpracuję od jakiegoś czasu. Na sparingi przyjeżdżałem natomiast do Warszawy do Berkut WCA Fight Team. Miałem okazję trenować z naprawdę mocnymi chłopakami. Przygotowania przebiegły optymalnie i nie mam po prostu na co narzekać.


Co pomyślałeś jak usłyszałeś nazwisko rywala, z którym się zmierzysz? Liu Pingyuan pojedynki toczył na azjatyckim kontynencie i dopiero zadebiutuje w UFC. Rekord okazały, ale dopiero amerykańska organizacja zweryfikuje jego poziom.


Nazwisko niewiele mi powiedziało, ale chwilę później przypomniałem sobie o grupie Azjatów trenujących ze mną w Jackson Wink MMA. Z ciekawości przejrzałem tamtych zawodników i znalazłem swojego najbliższego rywala. Miałem okazję z nim dzielić matę przez miesiąc w Stanach Zjednoczonych. Z filmów w internecie niewiele można o nim się dowiedzieć, a ja wiem o nim sporo. Jest naprawdę solidnym, dynamicznym, mocnym zawodnikiem. Muszę być gotowy na wysokie tempo od pierwszych sekund, bo taki styl prezentują Chińczycy. Oni nie kalkulują i idą cały czas do przodu. Doceniam mocne strony Liu, bo wiem, na co go stać. Dał się poznać z dobrej strony na sparingach za oceanem.


On pewnie też Ciebie pamięta ze wspólnych treningów. Myślisz, że z tego powodu będzie nieco trudniej go oszukać?


Na pewno on i jego koledzy mnie pamiętają. Oni mieli liczną grupę i pewnie każdy zapamiętał z mojego stylu nieco inne elementy. Ja nie mam nic do ukrycia i czuję się zawodnikiem przekrojowym. Jeśli będzie możliwość to będę starał się przewracać, jeśli będzie trzeba bić się w stójce, to tak będzie. Nie obawiam się żadnej płaszczyzny.


Wolałbyś stoczyć walkę za oceanem, czy jednak te europejskie eventy są odpowiednie?


Do tej pory wszystkie walki dla UFC toczyłem na europejskich wydarzeniach. Mi to odpowiada, bo zbijanie kilogramów mogę zrobić w Polsce, a przed walką już jestem prawie gotowy. Nie muszę również walczyć ze zmianami klimatu, strefy czasowej. Jak wyjeżdżałem gdzieś dalej, to odczuwałem różnicę. Wolę walczyć w podobnej strefie czasowej i podobnym klimacie do tego, który panuje w Polsce.


Polacy w karcie walk mają dla Ciebie znaczenie? Marcin Tybura dostrzegł, że wszystkie porażki odnosił właśnie w przypadku pojedynków rodaków podczas tego samego wydarzenia...


Walczyłem z Polakami i bez Polaków. W obu przypadkach i wygrywałem i przegrywałem. Zawsze jest miło dzielić szatnię z rodakami i każdy za siebie trzyma kciuki. Wszyscy się wzajemnie wspieramy.


Jakie zakończenie walki przewidujesz?


Obstawiam moje skończenie walki w parterze.

 

Plan transmisji gali UFC w Hamburgu:

- 16:30 - walka Damian Stasiak vs Liu Pingyuan (Polsat Sport Fight)
- 17:00 - studio (Polsat Sport)
- 18:00 - karta wstępna z walką Emil Meek vs Bartosz Fabiński (Polsat Sport)
- 20:00 - karta główna z walką Marcin Tybura vs Stefan Struve (Polsat Sport)
- po gali studio podsumowujące (Polsat Sport)