Z pierwszą wizytą był we wrześniu ubiegłego roku, gdy zmierzył się w Manchesterze z Hughie Furym w obronie pasa WBO, który zdobył wygrywając rok wcześniej w Auckland z Andy Ruizem Jr.  I prawdę mówiąc nie był to spacerek. Werdykt sędziowski, dwa do remisu, był jednak dla niego pomyślny.

 

Za drugim razem poprzeczka zawieszona była znacznie wyżej. 31 marca tego roku, stawką w walce z Anthonym Joshuą były pasy IBF i WBA należące do Anglika, oraz jego tytuł WBO. Na trybunach stadionu w Cardiff zasiadło prawie 80 tysięcy ludzi, ale wielkich emocji nie było.

 

Joshua walczył ostrożnie, Parker też nie zaryzykował i skończyło się zgodnie z przewidywaniami, wysokim zwycięstwem punktowym mistrza olimpijskiego wagi superciężkiej z Londynu.

 

Joseph Parker też ma za sobą ciekawą karierę na ringach olimpijskich. Zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata Juniorów i srebrny I Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Singapurze. Pokonali go na punkty Chorwat Filip Hrgović i Francuz Tony Yoka, którzy z igrzysk w Rio de Janeiro (2016) przywieźli odpowiednio brązowy i złoty medal. Tyle że on już w tym momencie był zawodowym mistrzem świata wagi ciężkiej, który już stracił przegrywając z Joshuą.   

 

Teraz może tylko czekać na kolejną szansę, jaką byłaby jeszcze jedna walka o tytuł. Tym bardziej więc nie może pozwolić sobie na najmniejsze potknięcie. Jeśli przegra w sobotę w Londynie, to urodzony na Jamajce Dillian Whyte dostanie ją szybciej. On marzy tylko o tym, by raz jeszcze zmierzyć się z Joshuą i udowodnić mu swoją wyższość. Tak jak przed laty w amatorskich czasach. Wygrana z nim pozwoliłaby mu zapomnieć też o nokaucie, który na zawodowym ringu Joshua zafundował mu w tej właśnie hali trzy lata temu.  Na takie traumy nie ma lepszego lekarstwa niż udany rewanż.

 

Najpierw jednak trzeba na taki pojedynek sobie zasłużyć. A kolejka do uwielbianego na Wyspach Brytyjskich mistrza trzech organizacji jest długa. Czeka w niej nawet Amerykanin Deontay Wilder, posiadacz pasa WBC. Walcząc z Joshuą masz okazję przejść do historii, ale też zarabiasz więcej niż bijąc się z kimkolwiek innym w tej wadze.

 

Dla Whyte’a sobotnia walka z Parkerem w Londynie będzie trudna. Nowozelandczyk, choć cztery lata młodszy od trzydziestoletniego Brytyjczyka jest od niego lepszym bokserem, szybszym, lepszym technicznie, bardziej doświadczonym, mającym za sobą więcej wielkich walk.

 

Dilliana Whyte’a oczywiście nie można skreślać, bo ma czym przyłożyć. Jest pięściarzem nietypowym, silnym i chaotycznym, i bardzo niebezpiecznym. Takim, który wciąż się uczy i może nam pokazać jeszcze niejedną twarz.

 

W marcu tego roku jednego mocarza z antypodów już pokonał ciężko nokautując w Londynie Lucasa Browne’a. Ci którzy pamiętają też jego wojnę w Dereckiem Chisorą muszą przyznać, że serce do walki ma wielkie. Tłukli się wtedy tak jakby walczyli o życie, wygrał Whyte, choć gdyby werdykt był inny, nikt nie mówiłby o skandalu. A w pamiętnym pojedynku z Joshuą też niewiele przecież brakowało do sensacji. Faworyt zachwiał się mocno po lewym sierpie Dilliana i potrzebował trochę czasu, by dojść do siebie i skończyć w siódmej nielubianego rywala.

 

Dillian Whyte ma świadomość co go w sobotę czeka. Wie, że walka z Parkerem będzie trudna i twarda. – Czuję się bardzo dobrze i spróbuję być nieco szybszy niż zwykle, silniejszy i nieco bardziej myślący w tym pojedynku – powiedział Sky Sports News.

 

- Nie miałem takiej kariery amatorskiej jak on, stoczyłem mniej walk, nie mam na koncie takich sukcesów, ale wciąż się uczę i z walki na walkę jestem lepszy. Wiem też, że to będzie dobry pojedynek chociażby z tego powodu, że on czuje że mnie łatwo pokona i nie będzie uciekał, tylko zaatakuje. A ja właśnie na to czekam i z miejsca odpowiem. Jestem przygotowany na wojnę, bez względu na to czy będzie trwała dwanaście rund, czy skończy się szybko – mówił Whyte.

 

Odpowiedź na pytanie ile prawdy było w tych słowach poznamy wkrótce. Jednego jednak można być pewnym już teraz, w sobotę w 02 Arena w Londynie nudy nie będzie.