Trwa teatrzyk Mourinho. Obwinia zawodnika za... narodziny jego dziecka

Piłka nożna
Trwa teatrzyk Mourinho. Obwinia zawodnika za... narodziny jego dziecka
fot. PAP

Jose Mourinho jest antybohaterem ostatnich dni, podczas których rozgrywany jest turniej International Champions Cup, mający przygotować topowe kluby do nadchodzącego sezonu. Każda kolejna wypowiedź portugalskiego menedżera cytowana jest przez media w negatywny sposób...

Mourinho miał optymalnie przygotować zespół "Czerwonych Diabłów" do nowego sezonu, w którym celem jest bitwa o mistrzostwo Anglii. Wydaje się jednak, że atmosfera w szeregach drużyny woła o pomstę do nieba. "The Special One" publicznie krytykuje swoich zawodników i nie buduje z nimi więzi...
 
Zaczęło się od "obrony" Alexisa Sancheza, któremu media wytykały niezadowolenie i brak zaangażowania. - Jak ma być zadowolony? Spójrzcie z kim musi grać. Trzydzieści procent tych zawodników nie zapuka nawet do drzwi pierwszego składu w trakcie sezonu - w ten sposób Portugalczyk otwarcie skrytykował zawodników, którzy polecieli z zespołem na tournee po Stanach Zjednoczonych.
 
Później zrobiło się bardziej personalnie. "Mou" zrugał Antonio Valencię i Anthony'ego Martiala. Ten pierwszy nie zachwycił swoją postawą w spotkaniu z Liverpoolem, przegranym aż 1:4. - Wrócił z wakacji, zbyt długich wakacji. Nie był w najlepszej kondycji i szybko nabawił się kontuzji. Nie mamy go do dyspozycji... Alexis i Mata grają w każdym meczu po dziewięćdziesiąt minut, to nie jest komfortowa sytuacja - stwierdził.
 
Najwięcej kontrowersji wywołała jednak wypowiedź na temat Martiala, który był tego lata łączony z odejściem z United. Francuz dostał wolne ze względu na narodziny jego drugiego dziecka. - Martialowi narodziło się dziecko, piękne i zdrowe, za co dziękujemy Bogu. Ale po narodzinach powinien być tutaj z nami, ale go nie ma - odpowiedział w zgorzkniały sposób portugalski menedżer.
 
ch, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze