Nie będzie przesadą jeśli uznamy, że 2018 rok jest jednym z najlepszych w bogatej historii F1. W zasadzie na każdej płaszczyżnie od sportu, biznesu do nieodłącznej w tym sporcie polityki mamy paletę emocji i zdarzeń.
 
Sportowo nie można narzekać. Wyścigi w zdecydowanej większości są ciekawe, momentami wręcz fenomenalne. Samochody biją rekordy torów. Ten fakt, mimo rozwóju technologicznego, wcale nie był taki oczywisty w ostatnich latach. Mamy wyrównany pojedynek o tytuł mistrzowski dwóch ikon motoryzacji: Mercedesa i Ferrari. W kontekście dominacji Red Bulla, a później Mercedesa w ostatnich sezonach, to z pewnością wspaniała odmiana.
 
Osią batalii Srebrnych Strzał z czerwonymi autami z Maranello jest konfrontacja czterokrotnych mistrzów świata Sebastiana Vettela i Lewisa Hamiltona. Zdobycie piątego mistrzostwa świata ma dodatkowy wymiar. Hamilton chce być symbolem obecnego pokolenia kierowców. Piąty tytuł da mu tę możliwość i otworzy drzwi do ataku na absolutny rekord Formuły 1 Michaela Schumachera.
 
Vettel też ma swoje ambicje, poniekąd również związane z Schumacherem. Niemiec, jak swój mentor chce przywrócić potęgę Ferrari. Przecież ostatni tytuł kierowców w Maranello świętowano w 2007 roku, wśród konstruktorów w 2008. To zdecydowanie zbyt odległe czasy jak na ambicje włoskiego zespołu. Niestety nagła śmierć Sergio Marchionne, prezesa koncernu Fiat Chrysler Automobiles jest ogromnym ciosem dla zespołu. To jego menadżerski talent i umiejętności wyrwały nie tylko koncern, lecz także zespół Ferrari z marazmu i sprali prowadzącej do krachu. Jak radzić sobie będzie włoski zespół bez niego, czas pokaże.
 
Przyszłość jest odpowiedzią na to, co stanie się z legendarnymi zespołami Williamsa i McLarena. Polscy fani z oczywistych powodów zwracają w ostatnich miesiącach baczną uwagę na poczynania Williamsa. Nie jest to widok wprawiający w nastrój optymizmu. Wyczekiwane piątkowe jazdy Roberta Kubicy za kierownicą FW41 i jego relacja po fakcie dopełniają smutny obraz. Dawna potęga w Formule 1 straszy już tylko nazwą, bowiem obecnie jest najgorszym zespołem w klasyfikacji konstruktorów.
 
Lepsza, lecz także nie do pozazdroszczenia wydaje się być sytuacja w McLarenie. Tam z kolei można długo rozprawiać o korporacyjnych intrygach i złym zarządzaniu ekipy, która miała kiedyś ambicje być alternatywą dla Ferrari. Bez wątpienia kolejny raz w karierze talent w kiepskim samochodzie marnuje Fernando Alonso.
 
Hiszpan jest jednym z elementów gorączki transferowej, która od dłuższego czasu rozpala wyobraźnię kibiców. Prawdopodobnie jesteśmy u progu wielkich roszad w zespołach. Wciąż spora grupa kierowców negocjuje swoją przyszłość. To rodzi naturalnie mnóstwo spekulacji oraz dodatkowo wzmaga gorączkę drugiej części sezonu. Podobnie jak negocjacje na temat przyszłości Formuły 1 i kształtu zmian regulaminowych jakie nas czekają w najbliższych latach.
 
Przed nami krótka przerwa na odpoczynek. Już pod koniec sierpnia rusza druga część batalii o tytuł mistrzowski. Na razie Hamilton może odpoczywać ze świadomością, że po zwycięstwie na Węgrzech ma 24 punkty przewagi nad Vettelem. To najwyższa różnica punktowa między kierowcami w tym sezonie. Niemniej Brytyjczyk jest świadomy faktu, że nie ma już komfortu przewagi sprzętu. Jeden błąd czy awaria i dobra passa może się skończyć. Ferrari z kolei potrzebuje przerwy. Ostatni tydzień, to dwa przegrane wyścigi na Hockenheim i na Hungaroring oraz cios w postaci śmierci prezesa i wizjonera firmy. Trzeba się przegrupować i skupić na odrabianiu strat. Zespoły wiedzą, że dominacja na jesieni będzie kluczem do zwycięstwa.
 

Pytań jest wiele lecz żeby mieć obraz tego co nas czeka, trzeba przypomnieć sobie co się działo do tej pory. Zapraszamy na dyskusję o pierwszej części sezonu Formuły 1 i czekamy na Wasze opinie.