Opiekun kadry zdecydował, że w stolicy Niemiec ww tej konkurencji Polskę będą reprezentować: Justyna Święty-Ersetic, Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Martyna Dąbrowska, Patrycja Wyciszkiewicz i Natalia Kaczmarek.

"Po mistrzostwach Polski w grę wchodziła jeszcze Dominika Muraszewska, która wyprzedziła na mecie Martynę o 0,02 s. Dąbrowska miała jednak podczas krajowego czempionatu ciężkie dni, a po drugie była na Pucharze Świata w Londynie, co mogło odbić się na jej dyspozycji. Ona przez cały sezon miała dużo więcej wyników na wysokim poziomie. Dlatego właśnie taką decyzję podjąłem" - tłumaczył trener najczęściej zdobywającej w ostatnich latach medale polskiej sztafety.

Na listach europejskich Święty-Ersetic jest w tym roku czwarta - 51,05, a mistrzyni kraju Hołub-Kowalik dziewiąta - 51,18. Poniżej 52 sekund biegają również Baumgart-Witan oraz Wyciszkiewicz. Szkoleniowiec jest przekonany, że jego podopieczne stać na rekord Polski w sztafecie. Ten wynosi od mistrzostw świata w Helsinkach w 2005 roku 3.24,49. Problemem może być program mistrzostw Europy, gdyż finały biegu 400 m pań i sztafety odbędą się w tej samej sesji i dzieli je tylko nieco ponad półtorej godziny.

"Nic by się nie stało, gdyby finał sztafety był następnego dnia. Wtedy wynik byłby zdecydowanie lepszy. A o to nam wszystkim chodzi, bo chcemy pobić rekord Polski oraz budować swój ranking w świecie. Nie wyobrażam sobie, że nasze najlepsze zawodniczki, które przecież mogą awansować do finału indywidualnie, nie pobiegną w walce o medale w sztafecie. One muszą wystartować, bo bez tego nie mamy po co wychodzić na bieżnię. Było to widać w trakcie Pucharu Świata w Londynie, gdzie dziewczyny zrobiły super wynik, ale przegrały z Francją, co nie powinno się zdarzyć. Justyna dołożona do składu drużyny to wynik o około dwie sekundy lepszy" - analizował Matusiński.

Szkoleniowiec wskazał, że były prośby o zmianę programu, ale nie przyniosły rezultatu. W trakcie ME będzie miał możliwość dołączenia do składu Anny Kiełbasińskiej, zgłoszonej do startu na 200 m i w sztafecie 4x400 m, ale biegającej już coraz częściej 400 m. Ta zawodniczka ustanowiła 22 lipca rekord życiowy na poziomie 52,14.

"Zobaczymy, co przyniosą zawody i czy wszystkie dziewczyny będą w pełni sił i zdrowe. W tej chwili nie chcę się określać. Ania jest niesamowicie zdolna, jeżeli chodzi o bieganie 400 m. Kiedyś jako juniorka została na tym dystansie seniorską mistrzynią kraju w hali. Do tej pory aktualny jest jej rekord Polski w tej kategorii wiekowej ustanowiony w starej hali w Spale (54,16 - przyp. red.)" - dodał Matusiński.

Jego zdaniem, choć możliwości i talent Kiełbasińskiej są bezpsorne, to trzeba pamiętać, że jej wynik jest dopiero szósty wynik w kraju.

"Nie chciałbym już często robić takich ruchów jak podczas MŚ w Londynie ze zmianą składu, stawiając swoje dotychczasowe osiągnięcia na szali. Moje zagrania będą coraz bardziej przewidywalne, bo i dziewczyny są coraz bardziej przewidywalne" - podkreślił.

Biało-czerwone podczas większości treningów pracują nad elementami sztafetowymi, wypracowywaniem nawyków potrzebnych m.in. w trakcie przekazywania pałeczki. Matusiński przyznał, że jest to ćwiczone i ważne dla całej grupy.

"Jakby dziewczyny nie były w stanie w Berlinie powalczyć o medal indywidualnie, to nie wystawiałbym ich w tej rywalizacji. One też mają takie ambicje. Wielokrotnie niewiele im do tego brakowało. Walczyć będą na pewno. Przygotowane są. Zobaczymy, co pokażą rywalki. Poziom nagle, trochę nie wiadomo skąd, zrobił się bardzo wysoki" - powiedział trener.

Według niego berlińska bieżnia sprzyja dobrym rezultatom, a w tym mieście w 2009 roku ustanawiane były m.in. przez Usaina Bolta rekordy świata na 100 i 200 m.

"W Berlinie stadion jest w miarę osłonięty i wiatr nie powinien przeszkadzać. Nasze dziewczyny mają już swoją odskocznię od sportu. Wiele z nich założyło rodziny i realizuje się na innych polach. Są też tego minusy, bo zawodniczki tęsknią podczas długich obozów, ale ich partnerzy często przyjeżdżają na zgrupowania. Mi nie przeszkadzają, a może nawet pomagają" - ocenił Matusiński.

Przyznał, że brązowy medal ubiegłorocznych MŚ w Londynie oraz poprawiane przez zawodniczki rekordy życiowe przekładają się na ich lepszą sytuację materialną.

"Przede wszystkim za medal MŚ są inne stawki ministerialne. Justyna startuje na wysokiej klasy mityngach. Jest wysoko w rankingach IAAF. Za sztafetę nikt nie dostanie miejsca w Diamentowej Lidze, ale za dobre czasy już tak" - zwrócił uwagę szkoleniowiec.

Dodał, że świadomość dziewczyn odnośnie treningu rośnie, ale trzeba na to patrzeć przez palce.

"One żartują, że są zajechane, nie mają siły, a noga nie kręci. A ja widzę, że siły są, nogi też działają. Ciężko je zajechać. Mają duże możliwości treningowe" - podsumował trener.

Eliminacje sztafety 4x400 pań odbędą się w 10 sierpnia w sesji przedpołudniowej, a finał dzień później o godzinie 21.50.