Adamek  zawsze odzwania. Bywa że zapomni, ale gdy już chwyci za słuchawkę rozmawiamy długo. Znamy się od 1995 roku, byłem przy nim gdy odnosił pierwsze sukcesy na amatorskim ringu, a później toczył, jeszcze w Polsce, zawodowe walki które dawały nadzieje na wielkie sukcesy. Komentowałem te pojedynki, pisałem o nich. Tomek po prostu miał to coś, a ja to dostrzegłem, czasami tak się zdarza.

 

Pierwszym, który publicznie powiedział, że będzie zawodowym mistrzem świata był jednak Panos Eliades, promotor Lennoxa Lewisa. Powiedział to na konferencji prasowej w Warszawie wiele lat temu, a ja uznałem że przesadza.

 

W 2005 roku, Adamek walcząc ze złamanym nosem z Paulem Briggsem w Chicago został na moich oczach mistrzem WBC w wadze półciężkiej. Po latach wróci do Wietrznego Miasta i stoczy walkę z Millerem, który kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa i marzą mu się wielkie boje o pasy z Anthonym Joshuą lub Deontayem Wilderem. I to będzie zderzenie dwóch światów, tak zresztą reklamowany jest ten bokserski wieczór organizowany przez angielskiego promotora Eddiego Hearna.

 

Adamek zadzwonił do mnie wczoraj wieczorem, jak jechał samochodem na lotnisko La Guardia w Nowym Jorku. Wybierał się na konferencję do Chicago. Miał lecieć z Newark, ale odwołano lot, stąd podróż taksówką, by zdążyć na inny samolot. I rozmowa o walce oraz rozpoczynających się wkrótce przygotowaniach na Florydzie w Vero Beach u Gusa Currena, które poprzedzi pielgrzymka do amerykańskiej Częstochowy. Od środy, przez trzy dni, przejdzie sto kilkadziesiąt kilometrów.

 

Adamek wie, że walka z Millerem to nie przelewki, ale jak zwykle nie ma wątpliwości., że będzie górą. Taki był zawsze, jeszcze w amatorskich czasach i później, gdy szykował się do starcia z Witalijem Kliczką, które przegrał we Wrocławiu poddany przez sędziego.

 

Jak go poznałem, to nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś będzie bił się o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, że osiądzie na stałe w USA, że dorobi się takiego majątku. Jest człowiekiem ustawionym finansowo, ma kilka domów w Kearny w stanie New Jersey, szczęśliwą rodzinę, która się tam znakomicie zaadoptowała.

 

Po walce z Wiaczesławem Głazkowem w Bethlehem cztery lata temu miałem jednak świadomość, że szansa na kolejną walkę o tytuł bezpowrotnie ucieka, a po przegranej z Arturem Szpilką w Krakowie kilka miesięcy później pod znakiem zapytania stanęła dalsza kariera byłego mistrza dwóch kategorii.

 

I wtedy właśnie Mateusz Borek dał mu drugie życie, podał rękę organizując perfekcyjne obozy w Polsce.  Po kolejnej przegranej, tym razem przez nokaut z Erikiem Moliną w krakowskiej Tauron Arenie,  Adamek zmienił wreszcie trenera i rozpoczęła się chyba już ostatnia reaktywacja „Górala”.

 

Wiem, że walka z 30 letnim, mierzącym 193 cm i ważącym ponad 130 kg  Millerem jest ryzykowna, ale tak naprawdę nawet te teoretycznie łatwe pojedynki niosą ze sobą wielkie ryzyko. Taki sport. Adamek nie jest pięściarzem rozbitym, choć ma za sobą ciężkie boje. Szczęśliwie omijały go kontuzje, teraz pod okiem dr Jakuba Chyckiego  i młodego trenera z Florydy Gusa Currena pracuje ciężej, ale i mądrzej niż kiedyś. Wierzę, że w Vero Beach przygotuje się solidnie i stoczy dobry, twardy pojedynek z Millerem.

 

„Big Baby” to dobry kumpel Adama Kownackiego. Znają się od amatorskich czasów, stoczyli setki rund sparingowych na Brooklynie  i Miller jeszcze głowy mu nie urwał. Co więcej te boje najczęściej były wyrównane. A przecież Kownacki był sparingpartnerem „Górala” przed walką z Solomonem Haumono w ubiegłym roku. Oczywiście ze sparingów nie wolno wyciągać daleko idących wniosków, porównywać jednego z drugim, po to prowadzi na manowce, ale …

 

Adamek uważa, że jest lepszy boksersko od Millera, wie jak ten walczy, ale ma świadomość, że bez perfekcyjnego przygotowania nie ma czego w tej konfrontacji szukać. Dlatego przygotuje się najlepiej, jak to tylko możliwe.

 

Dan Rafael, znany amerykański dziennikarz uważa, że ta walka jest nieporozumieniem, bo jego zdaniem Adamek jako bokser  jest skończony. Myślę, że z takich czy innych względów mocno przesadza. „Góral” w kwietniu podczas Polsat Boxing Night pokazał się z bardzo dobrej strony. Owszem, Joey Abell, to nie Miller, ale pojedyncze uderzenie ma mocniejsze. Do tego mańkut, a takich Adamek nie lubi. A mimo to zatrzymał Abella w wielkim stylu.

 

Owszem, praworęczny  „Big Baby” ma inne zalety, i wiem, że bardzo trudno będzie powstrzymać jego nieustanną presję, ale to też nie jest pięściarz kompletny, ma swoje słabsze i ciemniejsze strony. Gdyby rywalem Adamka miał być Anthony Joshua, czy Deontay Wilder, to szczerze bym mu taką konfrontację odradzał, tak jak odradzałem mu walkę ze starszym z braci Kliczko.  

 

Z Millerem też nie będzie faworytem, takie są fakty, ale nie stawiam go na straconej pozycji, choć jestem świadom zagrożeń jakie ta walka  za sobą niesie.

 

Tomek wsiadając do samolotu odlatującego na pierwszą konferencję do Chicago powiedział mi jeszcze, że wie jak ma walczyć z Millerem i da sobie radę. Cały Adamek, wciąż pewny że może pokonać każdego, choć w grudniu skończy 42 lata.