Organizatorzy ME mają problemy z aparaturą do pomiaru wyników. W wielu konkurencjach zdarzają się sytuacje sporne, a lekkoatleci proszą o analizy wideo. Tak było również w środowym finale skoku w dal. Jaszczuk schodził ze Stadionu Olimpijskiego przekonany, że zajął czwarte miejsce. W ostatniej kolejce źle zmierzono jednak skok Szweda Thobiasa Nilssona Montlera, który ostatecznie zweryfikowano na 8,10 m, co dało mu czwartą pozycję.

 

Co ciekawe do najlepszej ósemki dołączono po trzech próbach także Albańczyka Izmira Smajlaja, który był dziesiąty, ale również protestował. Wykonał on trzy kolejne próby - w jednej z nich osiągając 7,99 i nawet na moment wyprzedzając reprezentanta Polski, jednak po konkursie je anulowano umieszczając go w oficjalnych wynikach na 10. miejscu z rezultatem 7,83 z drugiej kolejki.

 

"Szkoda wielka. Powiem nieskromnie, że gdyby wiatr na tej skoczni tak nie kręcił i nie wiał raz mocno w twarz, a za chwilę w plecy, to miałbym medal. Byłem na to gotowy. Zmieniłem trenera przed tym sezonem i jestem na dobrej drodze do dalekiego skakania" - mówił po środowym finale Jaszczuk.

 

Złoty medal rezultatem 8,25 wywalczył reprezentant Grecji Miltiadis Tentoglou, wicemistrz świata juniorów z Bydgoszczy w 2016 roku. Na podium stanęli jeszcze Niemiec Fabian Heinle - 8,13 i Ukrainiec Serhij Nikiforow - 8,13.