Zastąpił on na tym stanowisku Damiana Dukata, który 21 lipca zrezygnował z pełnionej funkcji. Gołda doskonale zna problemy Wisły, gdyż pracuje w niej od kilku lat, a ostatnio pełnił funkcję dyrektora wykonawczego.

 

Wisła od kilku lat zmaga się ze sporym kryzysem finansowym. Pogłębił się on latem tego roku, gdy władze miasta Krakowa, przed podpisaniem nowej umowy na wynajem stadionu, zażądały spłaty zaległego czynszu w wysokości blisko pięciu milionów złotych. Problem udało się zażegnać w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem sezonu i Wisła nie musiała rozgrywać meczów ligowych na innym obiekcie, poza Krakowem.

 

Zaległy czynsz Wisła będzie spłacać ze środków uzyskanych ze sprzedaży praw medialnych przez najbliższe trzy lata. W tym celu dokonano cesji i pieniądze będą bezpośrednio wpływać na miejskie konto. Brak tych kwot będzie skutkował jednak tym, że zabraknie ich na inne potrzeby. Klub, aby przetrwać, musi więc mocno zaciskać pasa.

 

Pewne kroki już poczyniono. Przede wszystkim zmniejszono kadrę i rozstano się z kosztownymi zagranicznymi zawodnikami. Według przedstawionej strategii Wisła ma się teraz opierać na polskich piłkarzach i wychowankach.

 

- W tej chwili całą siłę musimy skierować na to, aby zapewnić bieżące funkcjonowanie klubu. Problem ze stadionem wyniknął z tego, że spłata zaległego czynszu nie była planowana w tym momencie, gdyż jego wysokość jest przedmiotem sporu sądowego – wyjaśniła prezes Sarapata.

 

W Wiśle odbywa się obecnie audyt, który ma wykazać, kiedy klub może spodziewać się zatorów z bieżącymi płatnościami.

 

- W ciągu kilku dni będziemy wiedzieć, ile i kiedy może zabraknąć nam środków. Niedługo przedstawimy również pomysł, jak obniżyć opłaty za stadion. Oczywiście w taki sposób, żeby wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a miasto nie było na tym stratne. Chodzi nam o wyciągnięcie jak najwięcej z tego obiektu. To droga, którą chcemy iść, by polepszyć sytuację finansową. Udało nam się zredukować wydatki o pięć milionów w stosunku do poprzedniego sezonu – przyznała Sarapata.

 

Prezes Wisły zapewniła też, że klub powinien do 30 września spłacić wymagane w procesie licencyjnym długi z poprzedniego sezonu i nie zostanie z tego powodu ukarany minusowymi punktami.

 

Wisła zamierza także poprawić sytuację finansową poprzez zwiększenie frekwencji na trybunach.

 

- Nie jesteśmy głusi na różne głosy i chcemy zmienić podejście klubu do marketingu tak, aby kibic poczuł się dopieszczony, aby nasza usługa była kompleksowa. Zależy nam na tym, aby ten, kto pierwszy raz przyjedzie na stadion zakochał się w Wiśle i chciał tu wrócić z rodziną i znajomymi. Nasza promocja ma pomóc w dotarciu do szerszego grona, czyli: turystów, młodzieży i seniorów. To oczywiście ma się przełożyć na finanse klubu - zapowiada wiceprezes Gołda.

 

Rozwiązaniem problemów finansowych byłaby sprzedaż akcji piłkarskiej spółki zewnętrznemu inwestorowi, gdyż jej obecny właściciel czyli Towarzystwo Sportowe Wisła nie posiada żadnych środków finansowych, aby zażegnać kryzys.

 

- Mogę zapewnić, że poza Paulem Bragielem, z którym podpisaliśmy już umowę przedwstępną na sprzedaż części akcji, nie mieliśmy na stole żadnej konkretnej oferty. Obecnie prowadzimy rozmowy z różnymi podmiotami - prawnymi i fizycznymi. Nie można więc wykluczyć, że akcjonariat piłkarskiej spółki się zmieni. Doświadczenie uczy, że powiedzenie jednego słowa za dużo szkodzi negocjacjom – zastrzegła się prezes Sarapata.

 

Piłkarze Wisły, po czterech kolejkach zajmują w tabeli ekstraklasy dziewiąte miejsce z dorobkiem pięciu punktów. W najbliższym meczu zmierzą się na wyjeździe w niedzielę z Lechem Poznań.