Formuła 1 powraca po wakacyjnej przerwie na torze w Belgii

Moto
Formuła 1 powraca po wakacyjnej przerwie na torze w Belgii
Fot. PAP

W niedzielę w wyścigu o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps do rywalizacji po wakacyjnej przerwie wrócą kierowcy Formuły 1. Będzie to 13. runda mistrzostw świata, po dwunastu liderem jest obrońca tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa.

Hamilton zgromadził dotychczas 213 pkt i o 24 pkt wyprzedza Niemca Sebastiana Vettela z Ferrari - 189 pkt oraz Fina Kimiego Raikkonena (Ferrari) - 146 pkt. Nadal jedynym kierowcą w stawce dwudziestu zawodników, który w sezonie nie zdobył ani jednego punktu, jest Rosjanin Siergiej Sirotkin z Williamsa.

W poprzednim sezonie w Belgii triumfował Hamilton, drugie miejsce zajął Vettel, a trzeci był Australijczyk Daniel Ricciardo w Red Bulla.

- Lubię ten tor, jest szybki, jest na nim kilka miejsc, gdzie można wyprzedzać. To zwiększa emocje, zapowiada się ciekawa rywalizacja. Liczę na dobry wynik - deklaruje Hamilton.

Podobnie jak w ubiegłym roku, także teraz jednym z głównych kandydatów do miejsc na podium, obok Hamiltona i Vettela, jest Holender Max Verstappen z Red Bulla. Tor Spa-Francorchamps to "domowy" obiekt dla młodego Holendra, w poprzednim sezonie do walki dopingowało go kilkadziesiąt tysięcy fanów. Jednak szybko okazało się, że zabrakło mu... szczęścia. Pomarańczowe trybuny zamarły, gdy już na 9. okrążeniu toru silnik w bolidzie Verstappena stracił moc, kierowca kilka razy zmieniał biegi, próbował zrestartować jednostkę napędową, ale poprawy nie było.

W chwilę później zjechał z toru i zakończył jazdę. Później taka sama "przygoda" na 27. okrążeniu spotkała Alonso. Jego McLaren także stracił moc, Hiszpanowi udało się dojechać do serwisu, ale tam już mechanicy nie próbowali samochodu usprawnić, tylko od razu wepchnęli go do garażu.

Tegorocznego sezonu Holender także nie może zaliczyć do udanych, w klasyfikacji zajmuje bowiem 6. miejsce, z 12 wyścigów aż czterech nie ukończył, a wygrał tylko jeden - 1 lipca Grand Prix Austrii.

- Rywalizacja na Spa zawsze jest dla mnie wyjątkowa. Urodziłem się godzinę drogi od toru, więc to dla mnie domowy wyścig. Na trybunach widać pomarańczowe tłumy, a kempingi pełne są holenderskich przyczep. Nitka toru przebiega przez las, co różni go od innych obiektów. Moim ulubionym zakrętem jest Pouhon. Ten szybki lewy zakręt naprawdę mi się podoba. Zwycięstwo w Austrii było niesamowite, ponieważ to wyścig Red Bulla i było pełno holenderskich kibiców. Mam nadzieję, że na Spa też zapewnimy uśmiech na ich twarzach - powiedział Verstappen.

Apetyt na podium ma także Ricciardo, który w barwach Red Bulla będzie jeździł tylko do końca tegorocznego sezonu, bowiem zupełnie niespodziewanie Australijczyk od 2019 roku związał się z ekipą Renault.

- W zeszłym roku byłem trzeci na Spa. Rok wcześniej - drugi, a w 2014 roku wygrałem. Lubię tu jeździć, okrążenie jest długie i gdy popełnisz błąd, czujesz, że możesz odzyskać stracony czas. Nie jest tak jak w Austrii, gdzie mała pomyłka w pierwszym zakręcie może zniwelować wszystkie twoje plany. W Spa możesz odrabiać straty. Jest sporo okazji do wyprzedzania, więc to dobry tor, którego nie da się nie lubić - uważa Ricciardo.

Nie potwierdziły się plotki o tym, że Robert Kubica kierowca testowy i rezerwowy zespołu Williams, wystąpi w niedzielnym wyścigu. Polak - jak sensacyjnie pisały niektóre media - miał zastąpić w teamie Kanadyjczyka Lance'a Strolla, którego ojciec Lawrence Stroll kupując akcje ekipy Force India uratował zespół przed bankructwem. Williams jednak żadnych zmian nie wprowadził, w Belgii pojadą Stroll i Sirotkin.

Belgijski tor w Spa został zbudowany w 1921 roku, przez pierwsze cztery lata odbywały się na nim tylko wyścigi motocyklowe. Później pojawiły się samochody. Na początku lat 70. został uznany za zbyt niebezpieczny i rywalizację przeniesiono do Nivelles (odbyły się dwa wyścigi) i Zolder (dziesięć). W 1983 roku GP powróciła na zmodernizowany tor w Spa.

W 1998 roku podczas deszczowej niedzieli miał miejsce jeden z największych karamboli w historii F1. Zaraz po starcie, po przejechaniu pierwszego zakrętu zajmujący jedną z czołowych pozycji Brytyjczyk David Coulthard wpadł w poślizg na śliskiej i mokrej nawierzchni, odbił się od bandy i wpadł w środek stawki, zderzając się z innymi kierowcami. Tor został zablokowany, kierowcy jadący z tyłu z powodu ograniczonej widoczności wpadali na siebie.

Tylko sześć pierwszych samochodów nie zostało uszkodzonych, pozostałych 16 nie nadawało się do jazdy. Wyścig przerwano i powtórzono start przy użyciu zapasowych bolidów. Mimo groźnie wyglądającego zdarzenia, nikomu nic się nie stało.

W 2003 roku GP Belgii nie odbyło się z powodu wprowadzonego w tym kraju zakazu reklamowania wyrobów tytoniowych. Trzy lata później impreza także wypadła z kalendarza MŚ, gdyż na torze prowadzono kolejne prace modernizacyjne.

Rekordzistą pod względem liczy zwycięstw na Spa-Francorchamps jest Niemiec Michael Schumacher, który wygrał tu sześć razy. Wśród kierowców aktualnie startujących prowadzi Raikkonen - cztery zwycięstwa. Hamilton był najszybszy trzy razy, natomiast Vettel - dwa.

Prognoza pogody na weekend nie jest najlepsza. Spodziewana jest temperatura powietrza w granicach 16-18 st. C, w piątek i sobotę spodziewane są opady deszczu, natomiast w niedzielę w dniu wyścigu padać nie powinno.

JW, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze