Adam Łuczka: Czy można powiedzieć, że turniej Bohdan Tomaszewski Cup rośnie w siłę z roku na rok?
 
Tomasz Tomaszewski: Tak mi się wydaje. Poziom był bardzo wysoki, szczególnie w turnieju chłopców. Pierwsza edycja odbyła się 50 lat temu, kiedy piłki były białe, podobnie jak biały strój, który był obowiązkowy. Tak się zmienił świat.
 
Po wyniku tego finału możemy powiedzieć, że ten poziom jest wyższy i chyba bardziej wyrównany. W zeszłym roku była całkowita dominacja Węgrów, zarówno w singlu dziewcząt, jak i chłopców. W tym roku Bohdan Tomaszewski Cup stoi Ukrainą.
 
Ukraina – kraj, gdzie toczy się wojna, kraj w zasadzie biedny, a mają znakomity tenis. Świetnie grał Bieliński – chłopak, który wygrał turniej. Poziom turnieju chłopięcego był wyższy, bo dziewczynki wcześniej dojrzewają i te najlepsze czternasto i piętnastolatki grają już kategorię wyżej. Wśród chłopców półfinały i finał były naprawdę na najwyższym poziomie.
 
Czy wśród tych młodych zawodników widać talenty, które będziemy mogli w przyszłości zobaczyć na tych najsłynniejszych kortach i turniejach?
 
Wydaje mi się, że finalista Maks Kaśnikowski miał swoje szanse. W pierwszym secie prowadził 5:3, potem przy stanie 5:4 miał serwis. Wydaje mi się, że to jest chłopak, który ma dużo atutów. Jest znakomicie przygotowany fizycznie, posiada bogatą technikę, mocną psychikę. Uważam, że będzie z niego tenisista dużej klasy. Tego oczywiście nie wiemy, bo droga jest jeszcze bardzo daleka.
 
Jakby mógł pan ocenić drogę przez którą przeszedł ten turniej przez 50 lat?
 
Rok 1968 – to były czasy związane z wydarzeniami marcowymi, inwazja w sierpniu Czechosłowacji. Zupełnie inny świat. Komunizm, pierwszym sekretarzem był Gomułka, a więc ten turniej widział różne epoki, czasy takie jak stan wojenny, początki kapitalizmu w Polsce i ostał się przez 50 lat, a to duża wartość – pół wieku.
 
Cała rozmowa z Tomaszem Tomaszewskim w załączonym materiale wideo.