- Na pewno był to dla mnie trudny rok. Od początku nie było za dobrze z palcem dłoni, którą pcham kulę. Cały sezon halowy trenowałem i startowałem z bólem. Później było dużo lepiej, ale pojawiały się jakieś mniejsze urazy, które były dość uciążliwe. Wszystko wyszło jednak fajnie i szczyt formy wypadł wtedy, gdy powinien - podczas mistrzostw Europy. O to przecież w sporcie chodzi - powiedział Bukowiecki.

 

Zaznaczył, że duża w tym zasługa trenera, którym jest jego ojciec - Ireneusz. Bukowiecki, jako pierwszy Polak w historii, pchnął na odległość 22 metrów. Zrobił to w lutym podczas mityngu Copernicus Cup w Toruniu, pomimo walki z bólem i kontuzją palca.

 

- To, co się stało wtedy w Toruniu było zaskoczeniem zarówno dla mnie, jak i mojego szkoleniowca. Nie spodziewaliśmy się, że kula może tak daleko polecieć. Myśleliśmy o 21 metrach z dużym hakiem, ale nie o 22. Fajnie, że tak się stało. Dodatkowym smaczkiem jest to, że osiągnąłem tę granicę jako pierwszy Polak w historii - dodał zawodnik AZS UWM Olsztyn.

 

Obecnie wicemistrz Europy dolecza kontuzję palca. Jeździ stale na zabiegi. Nie ma konieczności leczenia inwazyjnego - operacji, ale niezbędny jest przynajmniej sześciotygodniowy odpoczynek od treningów.

 

"Dzisiaj będę miał kolejny zabieg. Dostaję zastrzyki ze swojego osocza w miejsce bólu. Robiłem to wiosną po powrocie z Nowej Zelandii. To skuteczne leczenie, ale byłem wtedy zbyt niecierpliwy i nie zrobiłem sześciotygodniowej przerwy. Teraz jestem po sezonie i nigdzie się nie spieszę" - wskazał pochodzący z Mazur zawodnik.

 

Kulomiot nie myśli jeszcze o przyszłym sezonie i przygotowaniach. Chce odpocząć i pobyć w domu w Szczytnie, bo dawno nie miał takiej możliwości.

 

- Myślę teraz o odpoczynku i wakacjach. Mój tata jest świetnym trenerem i będzie wiedział, w jaki sposób przygotować mnie do kolejnego sezonu. Do halowych mistrzostw Europy i mistrzostw świata w Katarze dojdą mi młodzieżowe mistrzostwa Europy, w których zamierzam wystartować i bronić tytułu. Podobnie będzie w hali, więc start w Glasgow będzie dla mnie niezwykle ważny - ocenił.

 

Bukowiecki skończył właśnie przeszkolenie wojskowe. Nadal budzi się o 5.30, bo tak przestawił mu się w wojsku rytm dnia.

 

- Jeszcze żyję troszeczkę wojskiem. Wakacje nie są póki co zaplanowane. Trzeba jednak solidnie odpocząć. Podkreślam to od kilku lat, że poziom pchnięcia kulą idzie bardzo do przodu. Teraz z wynikiem 21 m bardzo często nie ma czego szukać w walce o medale. Podczas tegorocznego finału Diamentowej Ligi 22 metry nie dały nawet podium. Trzeba się do tego dostosować - zauważył.

 

Pogratulował swojemu koledze z reprezentacji Michałowi Haratykowi (KS Sprint Bielsko-Biała) - mistrzowi Europy i rekordziście Polski (22,08) - bardzo stabilnej i wysokiej formy.

 

- W tym roku na każdych zawodach pchał bardzo daleko. Wielkie brawa dla niego. To jest coś, do czego trzeba dążyć. Czas na mnie, żeby dojść do takiego poziomu sportowego. Teraz każdy jego rekord życiowy będzie rekordem kraju. Mi brakuje do tego ośmiu centymetrów, więc będziemy dążyli do poprawiania najlepszego rezultatu w historii Polski - dodał.

 

Bukowiecki ma nadzieję, że podczas przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze nie będzie rozmaitych innowacji, jak choćby podczas niedawnego Pucharu Interkontynentalnego w Ostrawie w postaci rywalizacji systemem pucharowym w parach.

 

- Te innowacje nie są dobre. Powinniśmy zostawić lekkoatletykę w klasycznej formie. Spinanie się na jedną kolejkę jest bez sensu. Od zawsze było tak, że zawody czy mistrzostwa wygrywa się jednym - najdalszym pchnięciem, najwyższym czy najdalszym skokiem lub najszybszym biegiem. Powinno tak zostać - podsumował.