Ale logiczna w pierwotnej wersji operacja się nie udała. Pacjenta ma uzdrowić Marcin Kaczmarek, który ma na swoim koncie kilka awansów o szczebel wyżej – z Lechią Gdańsk, Pogonią Szczecin, Olimpią Grudziądz i Wisłą Płock. Z tą ostatnią rozstał się przed rokiem. W tym tygodniu wszedł na „tonący statek” i w swoim debiucie pokonał 2:1 Chojniczankę. Zwycięski gol padł w… ostatniej minucie.

 

Bożydar Iwanow: Syndrom „Nowa miotły” zadziałał?

 

Marcin Kaczmarek: (Śmiech) Cieszę się, że potrafiliśmy na tyle zmotywować zespół na tyle, że drużyna pokazała charakter. I w tym trudnym momencie wygrał mecz dzięki bramce w 90 minucie z mocnym przeciwnikiem. To na pewno buduje.

 

Stwierdzenie o skuteczności „nowej miotły” to dla ciebie truizm czy wierzysz to?

 

To truizm. Nie ma możliwości, żeby cos zrobić przez dzień czy dwa. Z drugiej strony powstaje jakiś efekt świeżości, powstaje impuls ale do tego potrzebna jest jeszcze odpowiednia reakcja. W tym momencie była. Ale dopiero czas i następne mecze pokażą, w jakim miejscu jesteśmy. Na razie my poznajemy zespół, a zespół poznaje nas. Musimy się w tym odnaleźć, bo gramy teraz co trzy dni. Każdy kolejny mecz jest najważniejszy, nie to, co będzie za tydzień, dwa czy pięć. Potrzebujemy wyjścia z kryzysu.

 

Powiedziałeś: „my poznajemy zespół”. Ale pomaga ci także grupa ludzi, która w Bruk-Becie została.

 

Tak. W klubie został analityk Tomek Włodarek, jest Jan Pochroń, który pracuje tu od zawsze. Został Waldek Piątek zajmujący się bramkarzami. Nową twarzą jest Marek Kostrzewa. Zaprosiłem go do współpracy, bo wnosi dużo doświadczenia, był świetnym piłkarzem (min. Górnika Zabrze przyp.BI), a w roli szkoleniowca też w wielu miejscach pracował. Dużo sobie po nim obiecuję. W planie jest też mój asystent z Płocka, Maciej Bagrowski, z którym pracowałem w Wiśle przez pięć lat. Na razie względy rodzinne zadecydowały o tym, że jego przyjście jest opóźnione. A inny z moich „stałych” asystentów Sławek Rafałowicz wrócił do Szczecina i pracuje dla Pogonii.

 

Czułeś już głód trenerki? Przerwa była długa.

 

Rok minął. Ponad. Ale ta przerwa była mi potrzebna i nie jest to żadna demagogia. Przez dwanaście lat pracowałem bez przerwy. Po zakończeniu związku z Wisłą Płock odrzuciłem kilka ciekawych ofert. Oddech mi się przydał. Ale teraz jestem już gotowy. I bardzo zmotywowany.

 

Ale nie będziesz chyba ukrywał, że myślałeś o Ekstraklasie?

 

Każdy kto w niej pracował myśli o tym, by do niej wrócić. Poza reprezentacją to największy zaszczyt. Ale Bruk Bet Termalica jest klubem, który gwarantuje jakość zawodowstwa. Celem Niecieczy jest powrót do najwyższej klasy. Oczywiście nie myślimy o tym tu i teraz. Ale uprzedzając pytanie, nie żałuję, że znalazłem się w tym miejscu, a nie w Ekstraklasie.

 

W kuluarach mówiło się, że praca z właścicielami klubu państwem Witkowskimi wcale nie musi być łatwa.

 

To, co powstało w Niecieczy to jest ich zasługa. I mają prawo, aby od każdego dużo wymagać. Współpraca dopiero się zaczęła ale nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że może być ona owocna. To dobre miejsce dla trenera i piłkarzy. Nie zastanawiałem się długo by podjąć się tego wyzwania.