"Piekło" jest ostatnim podjazdem na liczącej 258,5 km trasie. Stąd do mety pozostanie niecałe 10 km zjazdu i płaskiego. Wszystko wskazuje na to, że tylko zawodnicy, którzy wjadą w czołówce na szczyt ostatniej góry, zachowają medalowe szanse.

 

W opublikowanym przez Międzynarodową Unię Kolarską rankingu najtrudniejszych tras mistrzostw świata pod względem przewyższenia Innsbruck zajmuje dziesiąte miejsce (4670 m). Rekord największej różnicy wzniesień należy do niemieckiego Nuerburgu w 1966 roku (5844 m), a na drugim miejscu pod względem górskich wspinaczek jest kolumbijska Duitama w 1995 roku (5460 m).

 

Ranking może być jednak mylący - w Innsbrucku nastąpi bowiem kumulacja podjazdów na niecałych 200 kilometrach, po pierwszym lżejszym odcinku dojazdowym do rund wokół stolicy Tyrolu.

 

- To będzie ogromnie ciężki wyścig. Tak trudnego nie było od 1995 roku w Kolumbii, a na pewno nie było od czasu, gdy jestem selekcjonerem reprezentacji – ocenił Piotr Wadecki.

 

Wyścig zawodowców w Duitamie, wygrany przez Hiszpana Abrahama Olano, ukończyło tylko 20 zawodników, a wśród nich Zenon Jaskuła (18. miejsce). Wadecki uważa, że podobnie może być w niedzielę w Innsbrucku.

 

W piątek do "Piekła" wjeżdżali Kwiatkowski, Majka i inni reprezentanci Polski. Wadecki jechał samochodem za biało-czerwonymi. Trenowały także inne drużyny, m.in. Słowacy, ale – co ciekawe – bez trzykrotnego mistrza świata Petera Sagana.

 

Po treningu Kwiatkowski zamieścił na Facebooku krótki film ze wspinaczki do "Piekła", dodając komentarz: "Nie taki Hoell straszny, jak go malują".

 

Majka dołączył do polskiej ekipy w środę i – jak mówią zawodnicy – wniósł sporo humoru. Przyznał, że jest zmęczony po wyścigach Tour de France i Vuelta a Espana.

 

- Kto przejechał choć jeden wielki tour, ten wie, co to znaczy. W ostatnich dniach starałem się zregenerować siły, odpocząć. Trasa mistrzostw jest ciężka, jest co jechać. Jak będzie w niedzielę? Zobaczymy jak będę się czuł po trzech, czterech godzinach wyścigu. Nie liczą się cele indywidualne, liczy się drużyna. Ja i Michał damy z siebie wszystko – zapewnił Majka.

 

Wadecki zapowiedział, że biało-czerwoni nie będą brać ciężaru wyścigu na swoje barki. Chodzi o to, aby Kwiatkowski i Majka zaoszczędzili jak najwięcej sił na decydującą rozgrywkę.

 

- Mamy dwóch wspaniałych zawodników – Kwiatkowskiego i Majkę, a wspierać ich będą świetni pomocnicy. To zgrany team - podkreślił.

 

Kto będzie w niedzielę liderem reprezentacji Polski?

 

- Dziś nie odpowiem na pytanie: Majka czy Kwiatkowski. Nie mieliśmy jeszcze odprawy. Chcemy obejrzeć wyścigi orlików i kobiet, może coś nam podpowiedzą. A potem usiądziemy przy kawie i porozmawiamy - zauważył.

 

Wadecki nie ukrywa, że do niedzielnej rywalizacji podchodzi z optymizmem.

 

- Tak, jestem optymistą. Jeśli szczęście nam dopisze, jeśli nic złego się nie wydarzy, jeśli obejdziemy się bez kraks, defektów, to wierzę, że chłopaki pojadą bardzo dobry wyścig - zakończył.