Amerykanie pozostają jedyną drużyną włosko-bułgarskiego turnieju, która jeszcze nie zaznała goryczy porażki. W czwartek po raz drugi pokonali Rosję - tym razem w trzech setach, czego chyba mało kto się spodziewał. - Byliśmy w stanie utrzymać wysoki poziom przez cały turniej i chcemy robić to dalej - ocenił atakujący Aaron Russell.

Skąd bierze się taka forma Stanów Zjednoczonych? To właśnie Russell jest najlepiej punktującym zawodnikiem swojego zespołi (119 oczek). Dodatkowo Matthew Anderson atakuje na najlepszym procencie (57,99), Taylor Sander znajduje się na podium w klasyfikacji najlepiej zagrywających oraz najlepiej przyjmuje, a Micah Christenson przewodzi wśród rozgrywających. Mając tak niesamowicie spisujących się siatkarzy o wynik znacznie łatwiej...

Z kolei tak dobra postawa Brazylii może być lekkim zaskoczeniem. "Canarinhos" co prawda zawsze są wymieniani w gronie kandydatów do triumfu, lecz na skutek licznych kontuzji przed mistrzostwami świata nikt chyba nie brał na poważnie ich ekipy. Tymczasem prowadzeni przez niezwykle skutecznych Wallace'a i Douglasa Souzę Brazylijczycy ogrywają kolejnych rywali, a ich niesamowity come back w meczu z Rosją był sygnałem dla reszty stawki.

Obie ekipy mają już zapewniony awans do półfinału. Pozostaje tylko kwestia, kto znajdzie się na pierwszym miejscu.

Transmisja meczu Brazylia - USA od 16:50 w Polsacie Sport.