Szkocja w stanie zagrożenia? Pucharowe mecze nienawidzących się klubów w tym samym miejscu

Piłka nożna
Szkocja w stanie zagrożenia? Pucharowe mecze nienawidzących się klubów w tym samym miejscu
fot. PAP

Już niedługo odbędą się półfinały Pucharu Ligi Szkockiej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kuriozalna, a dla wielu przerażająca, decyzja Szkockiego Związku Piłkarskiego. Do starć Rangers - Aberdeen oraz Celtic - Hearts dojdzie bowiem tego samego dnia i w tym samym miejscu. To oznacza, że tysiące fanów, którzy za sobą nie przepadają, na pewno się spotkają...

Nic więc dziwnego, że kluby są lekko przestraszone zbliżającym się 28 października. To właśnie wtedy na Hampden Park odbędą się dwa półfinały Pucharu Ligi Szkockiej. Przedstawiciele policji uspokajają, że mają wszystko pod kontrolą, że to najlepsze i najbardziej praktyczne rozwiązanie, ale w tym pomyśle łatwo znaleźć mnóstw minusów. Przecież co może pójść źle w spotkaniu 100 000 kibiców czterech nienawidzących się klubów?

Podczas specjalnego spotkania Szkockiego Związku z czterema ekipami ustalono, że najpierw powinno odbyć się spotkanie Aberdeen - Rangers (ma się rozpocząć o 13.00), a dopiero później Celtic - Hearts (20.45). To będzie pierwszy raz od 1983, kiedy hegemoni z Glasgow zagrają tego samego dnia! Podjęcie takiej decyzji jest tłumaczone tym, że obie ekipy grają w Lidze Europy, a Związek chce uniknąć zamieszania w terminarzu oraz lamentów jednego z klubów. Pierwotnie miało być bowiem tak, że jeden klub z Glasgow zagrałby w sobotę, a drugi - w niedzielę. Uczestnictwo w Lidze Europy spowodowało jednak to, że drużyny muszą mieć przynajmniej trzy dni przerwy między spotkaniami.

Wszystko brzmi pięknie, ale nie da się zaplanować tego, co może się wydarzyć w ewentualnej konfrontacji kibiców czterech klubów. Glasgow będzie przecież żyło piłką cały dzień, a fani zjadą się tam we wczesnych godzinach. To idealny preteskt do wszczęcia awantury, nad czym ubolewają przedstawiciele chociażby Aberdeen, narzekając na wczesną godzinę spotkania. Dodatkowo pierwszy pociąg przybywa go Glasgow... prawie kwadrans po rozpoczęciu meczu.

- Po raz kolejny kibice nie są brani pod uwagę. Proszenie naszych kibiców, by byli w Glasgow tak wcześnie w niedzielę, jest przerażające - czytamy w komunikacie. Oba miasta dzieli ponad 230 kilometrów.

- W czasie, kiedy szkocki futbol kwitnie, powinniśmy robić wszystko, by przekonać fanów do przyjścia (na stadion - przyp.red.), a nie do utrudniania bądź uczynienia z tego czegoś niemożliwego - dodała właściciel Hearts Ann Budge.

- To szaleństwo! Nie wiem, jak mogli pomyśleć, że to jest dobre - ocenił Craig Levein, legenarny piłkarz Hearts, a obecnie jeden z dyrektorów klubu.

 

Szkoci przekonują, że nie jest to rozwiązanie idealne, a w sieci nie brakuje głosów, że takie rozwiązanie trzeba było kiedyś sprawdzić. Więcej jest jednak obaw odnośnie tego, co może wydarzyć się 28 października na ulicach Glasgow...

jb, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze